Filmy / Kino amerykańskie / Oscary

Ja, Tonya

28 maja 2018

Tagi: ,

Jestem najlepsza. Ja, Tonya”
reż. Craig Gillespie

Tonya Har­ding – dół, góra, dół

Histo­ria Toni Har­ding to ide­al­ny mate­riał na film. Mogła być pięk­nym „ame­ri­can dre­am”, ale jed­nak coś nie wyszło. Pro­sta dziew­czy­na z pato­lo­gicz­nej rodzi­ny mia­ła umie­jęt­no­ści tech­nicz­ne, aby stać się jed­ną z naj­lep­szych łyż­wia­rek figu­ro­wych na świe­cie. Jako pierw­sza ame­ry­kan­ka i dru­ga kobie­ta na świe­cie sko­czy­ła potrój­ne­go axla w 1991 roku. Jed­nak jej oso­ba nie paso­wa­ła do sche­ma­tu, jaki mie­li w gło­wach sędzio­wie łyż­wiar­stwa figu­ro­we­go w USA. Ocze­ki­wa­li oni sub­tel­nych księż­ni­czek, a Tonya taka nie była. Wycho­wy­wa­na przez suro­wą i despo­tycz­ną mat­kę lubi­ła zabluź­nić, a w prze­rwie tre­nin­gów wycho­dzi­ła na papie­ro­sa. Pomi­mo wyjąt­ko­wych umie­jęt­no­ści tech­nicz­nych bra­ko­wa­ło jej też gra­cji i lek­ko­ści.

Świat usły­szał o Toni Har­ding przede wszyst­kim skan­da­lu, kie­dy to napad­nię­to i uszko­dzo­no kola­no jej głów­nej prze­ciw­nicz­ki – Nan­cy Ker­ri­gan. Napa­du doko­nał były ochro­niarz Toni. „Incy­dent”, któ­ry spra­wił, że Tonya Har­ding zosta­ła na dłu­go zapa­mię­ta­na przez media to spra­wa nie do koń­ca jasna. Nie wie­my osta­tecz­nie, czy łyż­wiar­ka zle­ci­ła napad na swo­ją rywal­kę, ile wie­dzia­ła przed tym wyda­rze­niem i jak bar­dzo było w to w ogó­le zaan­ga­żo­wa­na. Być może jej były mąż sam wymy­ślił, że zro­bi uko­cha­nej przy­słu­gę?

Nie ma jed­nej praw­dy

Wybra­na przez reży­se­ra for­ma nakrę­ce­nia fil­mu pozwa­la na stwo­rze­nie histo­rii moc­no subiek­tyw­nej. Film zre­ali­zo­wa­ny jest w for­mie wywia­du z Tonyą, jej mężem, mat­ką i ochro­nia­rzem, któ­ry prze­pla­ta­ny jest sce­na­mi fabu­lar­ny­mi. Dzię­ki temu reży­ser daje bar­dzo moc­no dojść do gło­su głów­nym boha­te­rom opo­wie­ści. Ich spoj­rze­nia na nie­któ­re wyda­rze­nia są sprzecz­ne, cza­sa­mi nabie­ra­my wąt­pli­wo­ści, czy coś wyda­rzy­ło się na praw­dę. „Ja, Tonya” nie jest histo­rią, jaka wyda­rzy­ła się napraw­dę, tyl­ko histo­rią, jaka mogła się wyda­rzyć, jed­ną z wer­sji życia.

Film wypa­da bar­dzo dobrze pod wzglę­dem aktor­skim. Gra­ją­ca tytu­ło­wą rolę Mar­got Rob­bie do tej pory w fil­mach wcie­la­ła się raczej w seks­bom­bę i pod­kre­śla­ła swo­ją uro­dę. Tym razem nie dość, że musia­ła wyglą­dać brzy­dziej, to jesz­cze zamiast kobie­ce­go wdzię­ku pre­zen­to­wać na ekra­nie pro­sto­tę i cham­stwo. Rob­bie uda­ło się stwo­rzyć postać bar­dzo wie­lo­wy­mia­ro­wą. Tonya z jed­nej stro­ny toczy­ła wal­kę z kon­ser­wa­tyw­nym śro­do­wi­skiem łyż­wiar­ski, wal­czy­ła o swo­ją szan­sę z juro­ra­mi cięż­ką pra­cą i upo­rem. Z dru­giej zaś cały czas zma­ga­ła się z tok­sycz­ny­mi rela­cja­mi z bli­ski­mi.

Rów­nie cie­ka­wie wypa­da, nagro­dzo­na za tę role Oska­rem, gra­ją­ca mat­kę łyż­wiar­ki Alli­son Jan­ney.

Pomi­mo tego, że histo­ria przed­sta­wio­na w fil­mie nie sta­ra się być dokład­ną bio­gra­fią twór­cy posta­ra­li się na szcze­gó­ło­we odtwo­rze­nie nie­któ­rych kadrów. Sce­ny z zawo­dów sta­no­wią dokład­ną kopię archi­wal­nych mate­ria­łów tele­wi­zyj­nych. Byłam pod wra­że­niem, zarów­no dopra­co­wa­nia tych szcze­gó­łów przez reży­se­ra, jak i tego, że Mar­got Rob­bie tak bar­dzo nauczy­ła się jeż­dże­nia na łyż­wach. Co praw­da w trud­niej­szych ukła­dach ma dubler­kę – pro­fe­sjo­nal­ną łyż­wiar­kę, ale mimo wszyst­ko nale­ży się jej doce­nie­nie.

 

Ja, Tonya” to cie­ka­wy film, któ­ry przez pry­zmat życia Toni Har­ding poka­zu­je ame­ry­kań­ski świat i mecha­ni­zmy rzą­dzą­ce w spo­rcie. Histo­ria Toni poka­zu­je nam, że nie jest łatwo wyrwać się ze świa­ta, w któ­rym wyra­sta­my. Ucie­ka­jąc od suro­wej i bez­dusz­nej mat­ki dziew­czy­na wpa­ko­wa­ła się w mał­żeń­stwo z prze­mo­cow­cem, trak­tu­jąc agre­sję jako coś cał­ko­wi­cie nor­mal­ne­go.

0 likes
Close