Książki / powieść

Takie życie, Panie Generale

19 listopada 2017

Tagi: , , , ,

Gabriel Garcia Marquez
„Jesień patriarchy”
Wyd. Muza

Gabriel Gar­cia Marqu­ez to pisarz wyjąt­ko­wy. Nagro­dzo­ny lite­rac­kim Noblem za „Sto lat samot­no­ści” uwa­ża­ny jest za wybit­ne­go przed­sta­wi­cie­la cha­rak­te­ry­stycz­ne­go dla lite­ra­tu­ry ibe­ro­ame­ry­kań­skiej reali­zmu magicz­ne­go. „Jesień patriar­chy” jest dosko­na­łym przy­kła­dem tego wła­śnie nur­tu, gdzie rze­czy­wi­stość mie­sza się z magią, gdzie czas nie ma zna­cze­nia i nie widać gra­ni­cy pomię­dzy tym, co dzie­je się napraw­dę, a co tyl­ko w gło­wie.

Boha­te­rem powie­ści „Jesień patriar­chy” jest dyk­ta­tor bli­żej nie­okre­ślo­ny pań­stwa na Kara­ibach, w Ame­ry­ce Połu­dnio­wej. Sta­no­wi on połą­cze­nie cech wie­lu zna­nych Marqu­ezo­wi przy­wód­ców państw. Marqu­ez pisze swo­ją książ­kę w latach 1968–1971. Histo­ria Ame­ry­ki Połu­dnio­wej to lata róż­nych przy­wód­ców – tyl­ko po II woj­nie świa­to­wej mie­li­śmy Pedro Euge­nio Aram­bu­ru w Argen­ty­nie, Ful­gen­cio Bati­stę na Kubie. Inspi­ra­cją byli też podob­no rzą­dzą­cy wcze­śniej Juan Gomez z Wene­zu­eli czy Gusta­vo Rojas Pinil­la z Kolum­bii. Żyjąc w takim oto­cze­niu poli­tycz­nym stwo­rze­nie peł­ne­go por­tre­tu, sym­bo­lu dyk­ta­to­ra nie mogło być dla pisa­rza trud­ne.

Gdy myśli­my „dyk­ta­tor” pierw­sze do gło­wy przy­cho­dzą nam sło­wa – okru­cień­stwo, bez­względ­ność, prze­bie­głość. Dyk­ta­to­ra stwo­rzo­ne­go przez Marqu­eza okre­śli­ła­bym jed­nak zupeł­nie innym sło­wem – samot­ność i strach. Gene­rał w powie­ści jest posta­cią tra­gicz­ną, któ­rą posia­da­na wła­dza i strach przed jej utra­tą dopro­wa­dzi­ły do sza­leń­stwa. Każe zabi­jać ludzi, gdyż mogli­by obna­żyć jego sła­bo­ści, a przed snem obcho­dzi wie­lo­krot­nie cały pałac spraw­dza­jąc dzie­sią­ty zamy­ka­nych drzwi. Kie­dy pozna­je­my Gene­ra­ła ma on za sobą wie­le lat rzą­dów, trzy śmier­ci i cza­sy świet­no­ści daw­no już za sobą.

nikt wów­czas prócz nie­go nie wie­dział bowiem, że w zaka­mar­kach pamię­ci pozo­sta­wa­ło mu zale­d­wie kil­ka róż­nych strzę­pów po śla­dach prze­szło­ści, był sam na świe­cie, głu­chy jak lustro, wlo­kąc swo­je cięż­kie sto­py zgrzy­bia­łe­go star­ca po mrocz­nych urzę­dach

Marqu­ez two­rzy postać Gene­ra­ła w spo­sób gro­te­sko­wy, wzbu­dza­jąc momen­ta­mi w czy­tel­ni­ku uśmiech nad absur­dem sytu­acji. Gdy czy­ta­my o sobo­wtó­rze, o wysy­ła­niu spa­ko­wa­ne­go w pacz­kę morza Ame­ry­ka­nom czy o tym, że kro­wy rodzą się na wyspie z pre­zy­denc­kim logo, to mamy wra­że­nie, że rze­czy­wi­stość w książ­ce jest moc­no wyol­brzy­mio­na, że dyk­ta­tor ma jakąś nie­zwy­kłą moc. Ale jak się zasta­no­wi­my, to czy praw­dzi­wi dyk­ta­to­rzy też nie uwa­ża­ją, że mogą wszyst­ko?

Jesień patriar­chy” to książ­ka napi­sa­na nie­ty­po­wym sty­lem. Marqu­ez two­rzy ją za pomo­cą poto­ku słów, zdań wie­lo­krot­nie zło­żo­nych, któ­re cią­gną się cza­sa­mi przez kil­ka stron. Zmie­nia się w nich pod­miot, poja­wia­ją się wtrą­ce­nia czy krót­kie dia­lo­gi. Krop­ki sta­wia bar­dzo nie­chęt­nie. Tak, jak­by pró­bo­wał prze­ka­zać nam jak naj­wię­cej róż­nych myśli w jak naj­krót­szym cza­sie, jak­by bał się, że zaraz może być za póź­no. Ten cha­os w sty­lu pisa­nia dosko­na­le odpo­wia­da cha­oso­wi świa­ta przed­sta­wio­ne­go w powie­ści. Powieść nie jest bowiem napi­sa­na w spo­sób line­ar­ny. Czę­sto prze­ska­ku­je­my w cza­sie, pozna­jąc róż­ne wyda­rze­nia z prze­szło­ści Gene­ra­ła za pomo­cą krót­kich wtrą­ceń i sko­ja­rzeń. Z jed­nej stro­ny może być to męczą­ce i wyma­ga­ją­ce sku­pie­nia, z dru­giej zaś moż­na odna­leźć w tym bar­dzo uda­ny zabieg sty­li­stycz­ny, któ­ry łączy się z opo­wia­da­ną histo­rią.

 

0 likes
Close