Muzyka

Jezus Maria była awaria

12 października 2012

Tagi: ,

Maria PeszekMaria Peszek
Jezus Maria Peszek”

Nie­daw­no uka­za­ła się naj­now­sza, trze­cia już, pły­ta Marii Peszek. Bar­dzo oso­bi­sta, szcze­ra aż do bólu, prze­siąk­nię­ta tym, co Maria prze­ży­ła w cią­gu ostat­nie­go cza­su. Przy oka­zji uka­za­nia się pły­ty „Jezus Maria Peszek” artyst­ka zde­cy­do­wa­ła się na udzie­le­nie wywia­du dla tygo­dni­ka „Poli­ty­ka” (25.09.2012 r.), w któ­rym obna­ży­ła ostat­ni okres życia – taki, któ­ry mógł być dla niej ostat­nim w ogó­le. We wspo­mnia­nym wywia­dzie Peszek tak okre­śla napi­sa­nie przez sie­bie tek­sty: Retrans­mi­sja. Bo już z tego hama­ka wró­ci­łam. To jest bar­dzo świa­do­me. To nie jest coś, co we mnie sie­dzi i gada. To gadam ja, Maria Peszek. Doświad­czo­na, wol­na, świa­do­ma.

Do tej pory Peszek pre­zen­to­wa­ła się jako bun­tow­ni­cza, nie­co bluź­nier­cza, aro­ganc­ka. Ale przede wszyst­kim jako wykre­owa­na na taką. Śpie­wa­ła o sek­sie w odważ­ny i bez­po­śred­ni spo­sób, mając świa­do­mość kon­tro­wer­sji. Maria Peszek zali­cza­na jest do gwiazd popkul­tu­ry, któ­re potra­fią robić dooko­ła sie­bie dużo szu­mu, lubią szo­ko­wać, ale przede wszyst­kim umie­ją dosto­so­wać się do sytu­acji i potrzeb ryn­ku. I nie ma w tym nic złe­go, gdyż współ­cze­śnie bycie pio­sen­ka­rzem nie ogra­ni­cza się do śpie­wa­nia pio­se­nek, ale tak­że do umie­jęt­ne­go ich sprze­da­wa­nia.

maria-peszek-2Z pły­ty „Jezus Maria Peszek” dowia­du­je­my się wie­le: jaki jest sto­su­nek pio­sen­kar­ki do Boga („Pan nie jest moim paste­rzem”), do kra­ju, w któ­rym żyje („Sor­ry Pol­sko”), do macie­rzyń­stwa („Nie wiem, czy chcę) itp. Nie moż­na powie­dzieć, że jest to pły­ta zła. A nawet bar­dziej – jest to pły­ta bar­dzo dobra, zarów­no w war­stwie tek­sto­wej, jak i muzycz­nej. Pio­sen­ka dedy­ko­wa­na Amy Wine­ho­use poru­sza do głę­bi i poka­zu­je nie­zwy­kłą samot­ność i bez­sil­ność. Moż­na by poku­sić się o stwier­dze­nie, że w któ­rymś momen­cie życia Maria była w bar­dzo podob­nym sta­nie, jak Amy, tyl­ko na szczę­ście zna­la­zła inne roz­wią­za­nie.

Słu­cha­jąc „Jezus Maria Peszek” oraz zapo­zna­jąc się z tym, w jaki spo­sób Maria komen­tu­je swo­je naj­now­sze dzie­ło moż­na by się zasta­no­wić, czym tak napraw­dę jest kre­acja arty­stycz­na. I czy szcze­rość też nie może nią być? Na pew­no opo­wie­ści o depre­sji, myślach samo­bój­czych i cał­ko­wi­tym kry­zy­sie twór­czym budu­ją otocz­kę wokół pły­ty. Tek­sty Peszek są szcze­re, obra­zu­ją jej świa­to­po­gląd, jed­nak czy pły­ta była­by sobą bez tych wszyst­kich wywia­dów. Czy na słu­cha­czu frag­men­ty Tłu­kę gło­wą o ścia­nę i tłuc nie prze­sta­nę / Ej, czy ktoś sły­szy mnie? / Ej, tu jestem na dnie zro­bi­ły­by takie samo wra­że­nie, gdy­by nie wie­dział z cze­go wyni­ka­ją kon­kret­ne prze­my­śle­nia i sło­wa? Czy napraw­dę pół Pol­ski musi poznać bole­sną histo­rię Marii Peszek, aby umieć doce­nić jej talent arty­stycz­ny.

Życie arty­sty jest jed­ną wiel­ką kre­acją. Tym razem Maria przy­ję­ła kre­ację „bycia sobą”. 

0 likes
Close