Książki / reportaż

Z dala od człowieczeństwa

25 marca 2015

Tagi: , , ,

Pit­ca­irn to nie­wiel­ka wysep­ka na Oce­anie Spo­koj­nym. Kil­ku­dzie­się­ciu miesz­kań­ców, czte­ry kilo­me­try dróg, dwa quady i ponad dwa tysią­ce mil do naj­bliż­sze­go lądu. Teo­re­tycz­nie nale­ży do Wiel­kiej Bry­ta­nii, ale ze wzglę­du na odle­głość i odizo­lo­wa­nie od resz­ty świa­ta życie toczy się tutaj na swój spo­sób. Stat­ki przy­bi­ja­ją do wyspy raz na kil­ka mie­się­cy, nie ma lot­ni­ska, na któ­rym moż­na by wylą­do­wać, rzad­ko odwie­dza­ją to miej­sce tury­ści czy inni zain­te­re­so­wa­ni. Na drze­wach rosną dorod­ne man­da­ryn­ki, żyzne gle­by sprzy­ja­ją upra­wom. Wyda­wa­ło­by się, że takie miej­sce to raj na zie­mi. Nie­ste­ty jest zupeł­nie odwrot­nie. Aż dziw­ne, że na tak małej prze­strze­ni mie­ści się tak wie­le dramatu.

Życie ludz­kie na Pit­ca­irn ist­nie­je nie­wie­le ponad 200 lat. Osie­dli­li się tutaj ucie­ki­nie­rzy z kró­lew­skie­go okrę­tu Boun­ty wraz z porwa­ny­mi Tahi­tań­czy­ka­mi. Po tym, jak zbun­to­wa­li się prze­ciw­ko kapi­ta­no­wi musie­li zna­leźć schro­nie­nie w miej­scu, gdzie Bry­tyj­czy­cy nie mie­li szans na ich aresz­to­wa­nie. Mary­na­rze byli w więk­szo­ści były­mi więź­nia­mi, któ­rych zacią­gnię­to na sta­tek, aby sta­no­wi­li tanią siłę robo­czą. To ich krew wymie­sza­na z krwią Tahi­ta­nek dała począ­tek nowe­mu społeczeństwu. 

Wasi­lew­ski przy­by­wa na wyspę zain­te­re­so­wa­ny wyda­rze­nia­mi sprzed kil­ku lat. Na Pit­ca­irn w 2004 roku miał miej­sce pro­ces doty­czą­cy licz­nych gwał­tów na nie­let­nich dziew­czyn­kach. Ska­za­nych zosta­ło sied­miu męż­czyzn, wyrok wydał sąd bry­tyj­ski. Miesz­kań­cy nie zaak­cep­to­wa­li wyro­ku uwa­ża­jąc, że Bry­tyj­czy­cy nie mają pra­wa decy­do­wać na wyspie. Przy­glą­da­jąc się bli­żej wyspie, jej histo­rii i miesz­kań­com autor odkry­wa, że takie dzia­ła­nia mia­ły miej­sce już dużo wcze­śniej. O gwał­tach wie­dzie­li wszy­scy i wszy­scy je akcep­to­wa­li. A jak ktoś myślał ina­czej, to się do tego nie przy­zna­wał. Dla ludzi z zewnątrz też lepiej było się nie mie­szać. To nie nasza spra­wa. Uwa­run­ko­wa­nia kul­tu­ro­we. – mówi­li i odwra­ca­li głowę.
Miesz­kań­cy Pit­ca­irn stwo­rzy­li wspól­no­tę uwa­ża­jąc, że obcy sta­no­wią zagro­że­nie i nie nale­ży im ufać. Lojal­ność wobec wspól­no­ty sta­wia­ją na pierw­szym miej­scu. W koń­cu obcy prę­dzej czy póź­niej odpły­ną, a w tak małym świe­cie nie da się nicze­go ukryć i trze­ba będzie żyć dalej. Dla­te­go też rela­cje na wyspie opar­te są na cią­głym stra­chu i pod­po­rząd­ko­wa­niu się zasa­dom. Nie ma miej­sca na bunt, bo nie ma gdzie uciec. Ci, któ­rzy przy­by­li z zewnątrz i posta­no­wi­li tu żyć nazy­wa­ni są Judaszami.

Wspól­no­ta jest naj­waż­niej­sza. Czło­wiek rodzi się i umie­ra, a wspól­no­ta trwa – już dwie­ście dwa­dzie­ścia lat, odkąd przy­pły­nę­li bun­tow­ni­cy. Don­na mówi, że bez wspól­no­ty czło­wiek zna­czy nie­wie­le. I że ludzie, któ­rzy myśle­li ina­czej, odpłynęli.

Dla­te­go też roz­mo­wy, któ­re pro­wa­dzi Wasi­lew­ski z miesz­kań­ca­mi są krót­kie, poury­wa­ne, czę­sto wię­cej autor musi wyczy­ty­wać mię­dzy wier­sza­mi. Ludzie boją się mówić.
Rów­no­le­gle z histo­rią wyspy towa­rzy­szy czy­tel­ni­kom histo­ria Vero­ni­ki, kobie­ty któ­ra posta­no­wi­ła uciec z wyspy i zacząć nowe życie. Trau­ma wyda­rzeń z dzie­ciń­stwa towa­rzy­szy jej jed­nak cały czas i nie daje o sobie zapo­mnieć. Nie uda­je jej się nor­mal­nie funk­cjo­no­wać, cią­głe lęki i depre­sja nie zni­ka­ją po prze­pły­nię­ciu na sta­ły ląd. Vero­ni­ca jest sym­bo­lem wie­lu kobiet, któ­re nie wytrzy­ma­ły i posta­no­wi­ły uciec, a następ­nie powie­dzieć gło­śno o tym, co dzie­je się na koń­cu świa­ta – takich jak ona są dziesiątki.
„Jutro przy­pły­nie kró­lo­wa” to książ­ka nie­zwy­kła. Nie­zwy­kle dobra, a jed­no­cze­śnie nie­zwy­kle prze­ra­ża­ją­ca i wstrzą­sa­ją­ca. Chcia­ło­by się na koniec prze­czy­tać, że wszyst­kie histo­rie opo­wie­dzia­ne przez auto­ra są fik­cją. Nie­ste­ty tak nie jest, to wszyst­ko praw­da. Trud­no odpo­wie­dzieć, czy gor­sze jest to, że na wyspie dzie­je się tyle zła, czy to, że zło sta­ło się tam czymś nor­mal­nym, na co przy­my­ka się oko uwa­ża­jąc, że tak powin­no być.

Gra­ni­ca mię­dzy dobrem a złem, wcze­śniej nie­prze­kra­czal­na, zosta­je przekroczona. 

Prze­obra­ża się ludz­ka natu­ra. Czło­wiek odkry­wa w sobie ciem­ną stro­nę. Zmia­ny zacho­dzą szyb­ko. Nie­spo­dzie­wa­nie szyb­ko. Zapo­mi­nasz, że na innej zie­mi kła­nia­łeś się kobie­tom. Obser­wu­jesz nową rze­czy­wi­stość w zadzi­wie­niu, w bier­no­ści. Prze­cho­dzisz w stan porów­ny­wal­ny z depre­sją. Wyda­je ci się, że jesteś bez­rad­ny, że możesz to jedy­nie zaak­cep­to­wać. Jest wspól­no­ta, są Chłop­cy, ich zasa­dy. Oka­zu­je się, że to jedy­ne zasa­dy, jakie dają poczu­cie bez­pie­czeń­stwa. Nie uchwy­cisz momen­tu, kie­dy bie­rzesz je za swo­je. Tra­cisz poprzed­nią toż­sa­mość. Nie oce­niaj mnie. Czło­wiek chce się przede wszyst­kim przy­sto­so­wać. Ochro­nić. Nie myśli o kosz­tach. To poka­zu­je, jak względ­ne jest to, co nazy­wa­my ucy­wi­li­zo­wa­niem, i jak łatwo może­my stra­cić człowieczeństwo.

 

Zapisz

Książ­kę „Jutro przy­pły­nie kró­lo­wa” może­cie kupić m.in. tutaj.

0 likes
Close