Filmy

Wśród zielonych, irlandzkich łąk

10 lipca 2015

Tagi: ,

 „Klub Jimmy’ego”
reż. Ken Loach

Tytu­ło­wy Jim­my to akty­wi­sta i spo­łecz­nik. Pozna­je­my go jak po 10 latach przy­mu­so­we­go poby­tu w Sta­nach Zjed­no­czo­nych wra­ca w rodzin­ne stro­ny, aby pomóc scho­ro­wa­nej mat­ce. Przy oka­zji za namo­wą miesz­kań­ców posta­na­wia reak­ty­wo­wać daw­ny klub, w któ­rym ludzie mogli spo­ty­kać się, urzą­dzać zaba­wy, a przede wszyst­kim dys­ku­to­wać i uczyć się śpie­wu, rysun­ku i innych rze­czy. To wszyst­ko spo­ty­ka się z nie­za­do­wo­le­niem miej­sco­we­go pro­bosz­cza, ojca She­ri­da­na, któ­ry pró­bu­je zwal­czyć Jimmy’ego i jego klub. Kon­se­kwen­cje tej decy­zji oka­żą się być dla Jimmy’ego poważ­ne.

Aby lepiej zro­zu­mieć ten film war­to wcze­śniej zapo­znać się, cho­ciaż ogól­nie, z histo­rią Irlan­dii. „Klub Jimmy’ego” jest bowiem przede wszyst­kim opo­wie­ścią o rela­cjach panu­ją­cych pomię­dzy kościo­łem i kon­ser­wa­tyw­ny­mi wła­ści­cie­la­mi ziem­ski­mi, a libe­ra­ła­mi i chło­pa­mi. Akcja roz­gry­wa się zale­d­wie kil­ka lat po krwa­wej woj­nie, uzy­ska­niu przez Irlan­dię nie­pod­le­gło­ści i uwol­nie­niu się spod kon­tro­li Anglii. Uzy­ska­na wol­ność jest jed­nak tyl­ko czę­ścio­wa – nadal nie wszy­scy mogą czuć się bez­piecz­nie i cie­szyć ze swo­bo­dy robie­nia i mówie­nia tego, na co mają ocho­tę. Film opar­ty jest na fak­tach. Jim­my Gral­ton był jed­nym z komu­ni­stycz­nych dzia­ła­czy w Irlan­dii. Za gło­sze­nie idei został ska­za­ny i zmu­szo­ny do opusz­cze­nia kra­ju.

Reży­ser zbu­do­wał swój film na spo­rze ide­olo­gicz­nym, któ­ry dzie­li świat na pół. Nie­ste­ty podział ten jest aż do prze­sa­dy jed­no­znacz­ny. Jim­my jest wręcz ide­al­ny – chce dobrze, niko­go nie krzyw­dzi, dzia­ła na rzecz spo­łecz­no­ści. Z jed­nej stro­ny zjed­nu­je on sobie sym­pa­tię widza cał­ko­wi­cie, z dru­giej zaś takie wykre­owa­nie posta­ci nie poza­wa­la na jaki­kol­wiek cień wąt­pli­wo­ści, co do dzia­łań boha­te­ra. Jim­my idzie pod prąd, sprze­ci­wia się sys­te­mo­wi, ale wszyst­ko to jakoś nie budzi w nim emo­cji. Dużo cie­ka­wiej wyszła oso­ba księ­dza She­ri­da­na, któ­ry potra­fi zagrzmieć z ambo­ny i nastra­szyć miesz­kań­ców, wyda­je się być zatwar­dzia­łym kon­ser­wa­ty­stą, ale potra­fi odna­leźć w sobie zro­zu­mie­nie i jest w nim cień wąt­pli­wo­ści.


Pomię­dzy poli­tycz­ne roz­gryw­ki i pro­ble­my spo­łecz­ne reży­ser wpla­ta sub­tel­nie wątek miło­sny. Nie jest to jed­nak pło­mien­ny romans, a raczej dra­mat wyni­ka­ją­cy z roz­sta­nia przed laty. Wyjazd Gral­to­na do Sta­nów roz­dzie­la go z Oonagh, któ­ra po jego powro­cie ma już męża i dwój­kę dzie­ci. Nie­ste­ty, jest to cena, jaką trze­ba zapła­cić za nie­po­praw­ne poli­tycz­nie zaan­ga­żo­wa­nie.

Miło­śni­cy irlandz­kiej kul­tu­ry będą zachwy­ce­ni oglą­da­jąc ten film. Cho­ciaż Jim­my przy­wiózł ze Sta­nów pły­ty z jaz­zem, to jed­nak w fil­mie domi­nu­je tra­dy­cyj­na irlandz­ka muzy­ka. W tle zaś mamy cudow­ne ple­ne­ry z zie­lo­ny­mi łąka­mi. Dosko­na­le stwo­rzo­na sce­no­gra­fia oraz kli­ma­tycz­ne zdję­cia prze­no­szą nas w świat irlandz­kiej pro­win­cji lat 30.

Film obej­rza­ny pod­czas kina ple­ne­ro­we­go w Łodzi – tzw. Polów­ki.

0 likes
Close