Filmy / Kino amerykańskie / Oscary

Kształt wody

5 marca 2018

Tagi: , , ,

Kształt wody”
reż. Guillermo del Toro

Naj­now­szy film Guil­ler­mo del Toro z wczo­raj­szej gali roz­da­nia Osca­rów wyszedł z czte­re­ma sta­tu­et­ka­mi m.in. za reży­se­rię i dla naj­lep­sze­go fil­mu. „Kształt wody” to nie­zwy­kła baśń o samot­no­ści, odmien­no­ści, potrze­bie akcep­ta­cji i miło­ści. Zosta­je­my zabra­ni w lata 60. do poło­żo­ne­go nad brze­giem oce­anu taj­ne­go labo­ra­to­rium rzą­do­we­go Bal­ti­mo­re. Pra­cu­ją w nim mię­dzy inny­mi nie­ma sprzą­tacz­ka, Eli­za Espo­ci­to, któ­ra w życiu zawsze mia­ła pod gór­kę oraz jej przy­ja­ciół­ka, będą­ca jej total­nym prze­ci­wień­stwem, Zelda. Smut­na rze­czy­wi­stość i codzien­na ruty­na Eli­zy zmie­nia się, kie­dy do labo­ra­to­rium przy­wo­żą zna­le­zio­ne­go w rze­kach Ame­ry­ki Połu­dnio­wej tajem­ni­cze­go stwo­ra, któ­ry przy­po­mi­na nie­co czło­wie­ka z łuska­mi. Pomię­dzy tą dwój­ką nawią­zu­je się nie­zwy­kła rela­cja – cho­ciaż obo­je nie mówią, potra­fią się zro­zu­mieć. Jak to w baśniach bywa poja­wia się jed­nak zły potwór, gene­rał Stric­kland, któ­ry widzi w stwo­rze­niu przede wszyst­kim korzy­ści dla woj­ska i nauki w zim­no­wo­jen­nej wal­ce prze­ciw­ko Sowie­tom.

Baśń dla dorosłych

Del Toro nakrę­cił pięk­na baśń w peł­nym tego sło­wa zna­cze­niu. Nie ma tu zbyt dużo ele­men­tów zasko­cze­nia, świat jest skro­jo­ny według jasnych baśnio­wych zasad. Nie nale­ży mieć więc pre­ten­sji, że świat jest wyraź­nie czar­no-bia­ły. Boha­te­ro­wie są jed­no­znacz­nie okre­śle­ni, mają przy­pi­sa­ne na sta­łe role i cha­rak­te­ry. Elza mia­ła cięż­kie dzie­ciń­stwo, jest bied­na, ale posia­da w sobie pokła­dy dobra. Po dru­giej stro­nie bary­ka­dy stoi gene­rał Stric­kland, czło­wiek, któ­ry jest bez­względ­ny, suro­wy i aro­ganc­ki. Stric­kland to czło­wiek, któ­ry czer­pie satys­fak­cję z upo­ka­rza­nia innych (bez zna­cze­nia, czy jest to sprzą­tacz­ka, czy jego wła­sna żona), uży­wa­nia prze­mo­cy i pod­kre­śla­nia swo­je wła­dzy. A samo stwo­rze­nie odpo­wia­da żabie, któ­rą jak się poca­łu­je może stać się kocha­ją­cym księ­ciem. Jeśli mówi­my o kla­sycz­nym kinie gatun­ko­wym, to moim zda­niem „Kształt wody” taki wła­śnie jest.

Nie zna­czy to wca­le, że histo­ria nic nie wno­si i nie jest dobra. Film mówi o odrzu­ce­niu przez spo­łe­czeń­stwo, nie­zro­zu­mie­niu i dys­kry­mi­na­cji. Poru­sza istot­ne pro­ble­my spo­łecz­ne. Przy­ja­ciół­ka Eli­zy jest czar­no­skó­ra i nie raz sły­szy uwa­gi doty­czą­ce swo­je­go kolo­ru skó­ry (komen­tarz o tym, że Bóg stwo­rzył na swo­je podo­bień­stwo bia­łe­go czło­wie­ka), miesz­ka­ją­cy po sąsiedz­ku przy­ja­ciel jest gejem, któ­re­go zwal­nia­ją z pra­cy. Nie jest łatwo być kimś innym niż bia­ły, hete­ro­sek­su­al­ny, boga­ty męż­czy­zna, ale to nie zna­czy, że nasi boha­te­ro­wie nie zasłu­gu­ją na przy­jaźń, miłość i szczę­ście.

Zanurzyć się w innym świecie

W „Kształ­cie wody” wyjąt­ko­wa wyda­je się być przede wszyst­kim for­ma, w jaką reży­ser ubrał całą histo­rię. Od stro­ny wizu­al­nej film jest wprost genial­ny (otrzy­mał Osca­ra za sce­no­gra­fię). Świat, któ­ry stwo­rzył del Toro w fil­mie jest nie­zwy­kły i tajem­ni­czy. Cho­ciaż akcja dzie­je się w latach 60. XX wie­ku to boha­te­ro­wie funk­cjo­nu­ją w nie­co mrocz­nej, ponu­rej prze­strze­ni. Tyl­ko w krót­kich, poje­dyn­czych sce­nach widzi­my odro­bi­nę kolo­ru inne­go niż sza­ry, brą­zo­wy, zie­lo­ny i nie­bie­ski. Jak­by­śmy zanu­rzy­li się w męt­nych wodach oce­anu. Wśród tego wyróż­nia­ją się czer­wo­ne, sym­bo­li­zu­ją­ce kolo­rem miłość, buty Elzy.

Całość dopeł­nia bar­dzo dobra muzy­ka i dobre aktor­stwo. Zwłasz­cza ogrom­ny sza­cu­nek dla Sal­ly Haw­kins, zagra­nie boha­ter­ki, któ­ra przez cały film nie mówi to nie lada wyzwa­nie.

Film Guil­ler­mo del Toro to po pro­stu magia kina. Kina, któ­re ma nas ocza­ro­wać, zachwy­cić i zabrać do inne­go świa­ta. Na mnie to podzia­ła­ło.

PS. Na koniec coś, co zna­la­złam w Inter­ne­cie i uwa­żam, że jest uro­cze. Trzy rysun­ki, któ­re przed­sta­wia­ją kadry z fil­mu.

 

1 likes
Close