Lifestyle

Legimi – abonament książkowy

14 sierpnia 2017

Tagi: , , ,

Napi­sa­łam kie­dyś, że nie kupu­ję ksią­żek. Nadal jest to aktu­al­ne, tym bar­dziej, że pół­ki z książ­ka­mi są już wypeł­nio­ne po brze­gi. Dla­te­go kupo­wa­nie papie­ro­wych ksią­żek jest w moim przy­pad­ku nie­wska­za­ne. Wła­ści­wie to w ogó­le nie powin­nam kupo­wać, bo tego, co mam w domu star­czy­ło­by do koń­ca życia, ale cza­sa­mi chcę prze­czy­tać coś inne­go niż to, co wybie­ra­ła moja bab­cia.

Jakiś czas temu prze­glą­da­jąc inter­net i zasta­na­wia­jąc się, skąd brać faj­ne książ­ki (i żeby to nie był cho­mik) bli­żej zapo­zna­łam się z ofer­tą Legi­mi. Za 19.00 zł moż­na mieć na Legi­mi pakiet 500 stron w mie­sią­cu. Wybór pozy­cji jest cał­kiem spo­ry i są tam cał­kiem nowe pozy­cje. Cena za abo­na­ment jest rów­na jed­nej książ­ce, a prze­czy­tać moż­na ich wię­cej. Te 500 stron to 2–3 pozy­cje w ich­niej­szym for­ma­cie (zwłasz­cza, że ja nie lubię gru­bych ksią­żek, bo ich czy­ta­nie za dłu­go roz­cią­ga się w cza­sie). Brzmia­ło dobrze, więc zary­zy­ko­wa­łam umo­wę.

Samo dobro #kawa #babecz­kiz­kre­mem #ksiaz­ki #leni­wa­nie­dzie­la #moja­die­ta #milion­ka­lo­rii #chil­lo­ut #cza­sna­re­laks

Post udo­stęp­nio­ny przez Anna Omie­ciń­ska (@anna.omiecinska)

Legi­mi współ­pra­cu­je z urzą­dze­nia­mi na Andro­idzie albo Win­dow­sie, więc nie . Nie­ste­ty książ­ki czy­tam na table­cie. Zda­ję sobie spra­wę, że czyt­nik był­by lep­szym roz­wią­za­niem, ale tablet jest bar­dziej uni­wer­sal­ny – moż­na na nim tak­że oglą­dać stro­ny inter­ne­to­we czy czy­tać np. ska­ny nota­tek zapi­sa­ne jako jpg. Na dwa urzą­dze­nia chwi­lo­wo mnie nie stać, ale jak się jesz­cze bar­dziej prze­ko­nam do ebo­oków, to może się sku­szę. Spo­koj­nie da się z książ­ką na table­cie spę­dzić 1,5–2 godzi­ny, a wię­cej cza­su na czy­ta­nie tra­fia się rzad­ko.

Na razie co praw­da na Legi­mi prze­czy­ta­łam 6 ksią­żek (m.in. „Zakon­ni­ce odcho­dzą po cichu”, „Rze­czy, któ­rych nie wyrzu­ci­łem” czy „Dzień dobry, jestem z Kobry”), jed­nak na mojej wir­tu­al­nej pół­ce mam już 8 kolej­nych. Ofer­ta jest cał­kiem spo­ra, a moż­na bez­kar­nie zapi­sy­wać kolej­ne pozy­cje. Od limi­tu odej­mo­wa­ne są dopie­ro prze­czy­ta­ne stro­ny.

Zalety korzystania z Legimi

Tele­fon mam zawsze przy sobie. Mogę więc prze­czy­tać bez pro­ble­mu 10 stron książ­ki cze­ka­jąc na kogoś spóź­nio­ne­go, sie­dząc wła­śnie w kolej­ce u leka­rza czy w innej sytu­acji, gdzie mam chwi­lę i się nudzę. Nosze­nie papie­ro­wej książ­ki bywa­ło czę­sto kło­po­tli­we, bo jest duża i trze­ba o niej pamię­tać. Dobrze spraw­dzi­ło się to też w podró­ży, kie­dy pod ręką w auto­bu­sie mogłam mieć małą saszet­kę z tele­fo­nem oraz nie bać się, że pod koniec urlo­pu nie będę mia­ła co czy­tać, bo zabra­łam tyl­ko jed­ną książ­kę.

Pobie­ra­nie ksią­żek jest dużo łatwiej­sze niż ich kupo­wa­nie w księ­gar­niach. Zawsze doko­nu­jąc zaku­pów zasta­na­wia­łam się, czy na pew­no mi się coś spodo­ba, czy war­to kupo­wać, musia­ła prze­czy­tać pięć­dzie­siąt recen­zji, a potem jesz­cze cze­kać tydzień na dosta­wę. Teraz mam pością­ga­ne kil­ka­na­ście ksią­żek, któ­re mogę zacząć czy­tać w dowol­nym momen­cie, a jak mi się nie spodo­ba, to zre­zy­gno­wać bez wyrzu­tów sumie­nia.

Żeby nie było tak różowo

Jak już napi­sa­łam wcze­śniej, nie posia­dam czyt­ni­ka, co zna­czą­co ogra­ni­cza korzy­sta­nie z Legi­mi. Czy­ta­nie ksią­żek na table­cie może być faj­ne na krót­ką metę. Da się tak spę­dzić godzi­nę czy pół­to­rej, ale nie wyobra­żam sobie całej nocy z książ­ką, bo oczy się męczą dużo szyb­ciej, niż w przy­pad­ku papie­ru. Dla­te­go e-booki prze­pla­tam tra­dy­cyj­ny­mi książ­ka­mi.

Poza tym apli­ka­cja Legi­mi wyma­ga według mnie jesz­cze dopra­co­wa­nia. Po pierw­sze nie da się w żaden spo­sób kata­lo­go­wać czy wyszu­ki­wać ksią­żek na naszej pół­ce. Dopó­ki mam 20 pozy­cji to nie jest to zna­czą­cy pro­blem, ale przy 100 może zacząć dener­wo­wać. Po dru­gie ci, któ­rzy posia­da­ją już czyt­ni­ki mogą nie być zado­wo­le­ni, gdyż Legi­mi w abo­na­men­cie nie współ­pra­cu­je np. z naj­po­pu­lar­niej­szy­mi chy­ba czyt­ni­ka­mi, czy­li Kin­dle.

PS. Nie jest to (nie­ste­ty) wpis spon­so­ro­wa­ny. Po pro­stu odkry­cie ostat­nie­go pół roku, któ­rym chcia­łam się podzie­lić. Może jak będzie tutaj 100 komen­ta­rzy, to zaspon­so­ru­ją mi kolej­ne pół roku, na razie pła­cę sama.

0 likes

Podobne wpisy

Close