Podróże / Polska

Listopadowo w górach

18 listopada 2011

[ful­l­width background_color=”” background_image=”” background_parallax=„none” enable_mobile=„no” parallax_speed=„0.3” background_repeat=„no-repeat” background_position=„left top” video_url=”” video_aspect_ratio=„16:9” video_webm=”” video_mp4=”” video_ogv=”” video_preview_image=”” overlay_color=”” overlay_opacity=„0.5” video_mute=„yes” video_loop=„yes” fade=„no” border_size=„0px” border_color=”” border_style=„solid” padding_top=„20” padding_bottom=„20” padding_left=„15%” padding_right=„15%” hundred_percent=„yes” equal_height_columns=„no” hide_on_mobile=„no” menu_anchor=”” class=”” id=„”][fusion_text]
„Jesie­nią góry są naj­szczer­sze…” i naj­pięk­niej­sze. Peł­ne kolo­rów, któ­re mie­nią się w jesien­nym słoń­cu. I prze­pla­ta­ją się ze sobą żół­ty, zie­lo­ny, czer­wo­ny, brą­zo­wy…
Odro­bi­na sza­leń­stwa i bez­tro­ski. Szar­lot­ka z bitą śmie­ta­ną i dżem z pigwy w schro­ni­sku po całym dniu wędrów­ki i wido­ków ze szczy­tów, w gro­nie przy­ja­ciół – cze­go chcieć wię­cej. I pio­sen­ki do 2.00 w nocy, któ­re potem brzmią w uszach do następ­ne­go wyjaz­du. „Ludzie są jak góry, któ­re noszą w sobie…”.

A na koniec Lanc­ko­ro­na ukry­ta we mgle, jak zawsze zachwy­ca­ją­co pięk­na, pomi­mo bra­ku sezo­nu na pokrzy­wy. I papie­skie kre­mów­ki, fryt­ki w Czę­sto­cho­wie i her­ba­ta w Łodzi. Po pro­stu ide­al­nie.

Tra­sa: 1. Zawo­ja-Babia Góra-Mar­ko­we Szcza­wi­ny 2. Mar­ko­we Szcza­wi­ny-Mała Babia Góra-Zawo­ja (skansen)-Markowe Szcza­wi­ny 3. Mar­ko­we Szcza­wi­ny-Zawo­ja.

Zapisz[/fusion_text][/fullwidth]

Zapisz

Zapisz

0 likes
Close