Filmy / Kino amerykańskie / Oscary

Siła kobiet

8 marca 2020

Tagi: , , , ,

Małe kobietki”
reż. Greta Gerwig

Prze­czy­ta­łam gdzieś, że każ­de poko­le­nie musi mieć swo­ją ekra­ni­za­cję „Małych kobie­tek”. Coś w tym jest, bo powieść tra­fi­ła na ekra­ny kin już po raz ósmy, a jeśli doda­my do tego wer­sje seria­lo­we lub ani­me oka­zu­je się, że powieść Luisy May Alcott cie­szy się nie­zwy­kle dużym zain­te­re­so­wa­niem wśród reży­se­rów. Muszę jed­nak przy­znać, że cho­ciaż sły­sza­łam ten tytuł już wie­lo­krot­nie wer­sja Gre­ty Ger­wig jest pierw­szą, któ­rą obej­rza­łam. Nie mogę więc pozwo­lić sobie na porów­ny­wa­nie czy komen­ta­rze, że Wino­na Ryder lub Katha­ri­ne Hep­burn zagra­ły lepiej niż Saoiri­se Ronan. Mogę jed­nak zasta­no­wić się, co jest wyjąt­ko­we­go w XIX-wiecz­nej opo­wie­ści o czte­rech sio­strach miesz­ka­ją­cych gdzieś na pół­no­cy Sta­nów Zjed­no­czo­nych i dla­cze­go po 150 latach od napi­sa­nia nadal jest ona tak bar­dzo aktu­al­na i przy­cią­ga tłu­my przed ekra­ny.

Cztery kobietki – cztery marzenia

Sio­stry March – czte­ry mło­de dziew­czy­ny, któ­re wła­śnie wcho­dzą w doro­słość. Każ­da z nich ma swo­ją wizję doro­słe­go życia, inne marze­nia i cele. Róż­nią się cha­rak­te­rem, tem­pe­ra­men­tem, podej­ściem do rodzi­ny oraz pra­cy. Naj­star­sza Meg (Emma Wat­son) widzi sie­bie jako spo­koj­ną żonę i mat­kę, gospo­dy­nię domo­wą, Jo (Saoir­se Ronan) chcia­ła­by być nie­za­leż­na, pisać książ­ki i cie­szyć się wol­no­ścią, Amy (Flo­ren­ce Pugh) ma w pla­nie wyjść boga­to za mąż i zostać zna­ną malar­ką… Tyl­ko Beth (Eli­za Scan­len) nie wybie­ga zbyt moc­no w przy­szłość bojąc się, że przez cho­ro­bę jej nigdy nie docze­ka.

Naj­wię­cej miej­sca na ekra­nie dosta­je Jo. Jej postać jest też tą, któ­ra naj­bar­dziej wyła­mu­je się z przy­pi­sa­nej w XIX wie­ku kobie­tom roli. Chce być nie­za­leż­na, pisać opo­wia­da­nia i książ­ki, żyć samo­dziel­nie i nie stać się żoną swo­je­go męża. Nie ozna­cza to, że odrzu­ca myśl o zamąż­pój­ściu, w koń­cu każ­da kobie­ta chce być kocha­na. Raczej widzi je na innych zasa­dach, dale­kich od tra­dy­cyj­ne­go podzia­łu ról.

Dale­ka jestem jed­nak od war­to­ścio­wa­nia życia sióstr March i mówie­nia, że któ­reś decy­zje są lep­sze, a któ­reś gor­sze. Jest w fil­mie taka sce­na, gdzie Meg tuż przed ślu­bem mówi do młod­szej sio­stry „Moje marze­nia są inne od two­ich, co nie zna­czy, że są mniej waż­ne”. Gre­ta Ger­wig (a wła­ści­wie Luisa May Alcot) nie negu­je decy­zji  żad­nej z boha­te­rek, poka­zu­je nam, że nie ma jed­ne­go słusz­ne­go spo­so­bu na speł­nie­nie i bycie szczę­śli­wym, że nawet wycho­wu­jąc się w jed­nym domu może­my mieć róż­ne pomy­sły na sie­bie i iść róż­ny­mi ścież­ka­mi. To myśl, któ­ra jest aktu­al­na tak­że dzi­siaj. Cho­ciaż poku­si­ła­bym się o stwier­dze­nie, że w XXI wie­ku bar­dziej akcep­to­wal­ne jest podej­ście do życia Jo niż Amy, to naj­waż­niej­sze, że nasze wybo­ry powin­ny być tyl­ko nasze.

Małe kobietki” to też historia niezwykłej siostrzanej miłości

Każ­dy, kto ma rodzeń­stwo wie, że nie zawsze rela­cje ukła­da­ją się ide­al­nie. Pomię­dzy Meg, Jo, Beth i Amy rów­nież bywa róż­nie. Są kłót­nie, zło­śli­wo­ści, awan­tu­ry. Zwłasz­cza, że nie­któ­re z nich to sil­ne i trud­ne cha­rak­te­ry. Zaczy­na­jąc doro­słe życie dziew­czę­ta roz­cho­dzą się każ­da w swo­ją stro­nę – Jo wyjeż­dża do Nowe­go Jor­ku, Amy podró­żu­je po Euro­pie, a Meg wypro­wa­dza się do męża. Mimo to czuć, że jest mię­dzy nimi ogrom­na więź bli­sko­ści. Kie­dy potrze­ba będą zawsze obok sie­bie.

Gre­ta Ger­wig ode­szła w swo­im fil­mie od tra­dy­cyj­nej, chro­no­lo­gicz­nej nar­ra­cji. Wyda­rze­nia z dzie­ciń­stwa dziew­cząt prze­pla­ta­ją się ze współ­cze­sno­ścią. Dzię­ki takie­mu zabie­go­wi  łatwiej cza­sa­mi zna­leźć uza­sad­nie­nie dla pew­nych decy­zji, może­my zaob­ser­wo­wać, jak nasze decy­zje wpły­wa­ją na przy­szłość. Kie­dy już cał­kiem szyb­ko odnaj­dzie­my się w tym pozor­nym cha­osie dużo lepiej jeste­śmy w sta­nie spoj­rzeć prze­kro­jo­wo na nasze boha­ter­ki i zro­zu­mieć wie­le ich zacho­wań.

Małe kobiet­ki” otrzy­ma­ły aż 6 nomi­na­cji do Osca­rów – za naj­lep­szy film, za sce­na­riusz, za role pierw­szo i dru­go­pla­no­wą oraz za muzy­kę i kostiu­my. Ze sta­tu­et­ką z gali wyszła jed­nak jedy­nie twór­czy­ni pięk­nych stro­jów. Dzię­ki jej pra­cy, a tak­że sce­no­gra­fii mogli­śmy fak­tycz­nie prze­nieść się do XIX-wiecz­nych Sta­nów Zjed­no­czo­nych, do nie­wiel­kie­go dom­ku rodzi­ny March czy roz­le­głej rezy­den­cji sąsia­dów. Pod wie­lo­ma wzglę­da­mi film jest jed­nak współ­cze­sny. Wyni­kać to może w dużej mie­rze z uni­wer­sal­no­ści opo­wia­da­nej histo­rii – w koń­cu nawet dzi­siaj wie­le dziew­cząt sta­je przed podob­ny­mi decy­zja­mi zaczy­na­jąc swo­je poważ­ne i doro­słe życie.

Cią­gle mówi się, że świa­tem Holy­wo­od domi­nu­ją męż­czyź­ni dla­te­go dobrze, jak na ekra­nach poja­wia się tak bar­dzo zdo­mi­no­wa­ny przez kobie­ty film, któ­ry jed­no­cze­śnie nie jest ckli­wym roman­sem i poka­zu­je siłę i nie­za­leż­ność płci pięk­nej. Co praw­da ser­ce wie­lu widzów (swo­ją dro­gą dla­cze­go nie ma for­my żeń­skiej od tego sło­wa) na pew­no skradł Timo­thy­ée Cha­la­met jako pięk­ny chło­pak z sąsiedz­twa, jed­nak tym razem to męż­czy­zna był dodat­kiem do dziew­cząt, a nie odwrot­nie.

 

 

0 likes
Close