Filmy / Kino francuskie

Marjane Satrapi życzy smacznego

15 czerwca 2013

Tagi: , ,

kurczak 2

Kurczak ze śliwkami”
reż. Vincent Paronnaud, Marjane Satrapi

Kino fran­cu­skie wykształ­ci­ło pewien wyjąt­ko­wy styl, któ­ry cha­rak­te­ry­zu­je się mie­sza­niem baśni z rze­czy­wi­sto­ścią, prze­pla­ta­niem real­nych zda­rzeń wyobra­że­nia­mi lub wspo­mnie­nia­mi boha­te­rów. Docho­dzą­cy z offu głos nar­ra­to­ra, któ­ry sku­tecz­nie uzu­peł­nia roz­gry­wa­ną na ekra­nie akcję. Każ­dy, kto widział, zali­cza­ną już do kla­sy­ki kina „Ame­lię” czy „Deli­ca­tes­sen” wie, o co cho­dzi. Tak też jest w przy­pad­ku „Kur­cza­ka ze śliw­ka­mi”, któ­ry co praw­da nie jest fil­mem do koń­ca fran­cu­skim (reży­ser­ka jest z pocho­dze­nia Iran­ką, cho­ciaż obec­nie miesz­ka w Pary­żu i sama akcja dzie­je się w Tehe­ra­nie), ale nakrę­co­ny został przez fran­cu­ską wytwór­nię przy współ­pra­cy fran­cu­skie­go reży­se­ra.

Kur­czak ze śliw­ka­mi” jest ekra­ni­za­cją komik­su autor­stwa Mar­ja­ne Satra­pi, irań­sko-fran­cu­skiej autor­ki, któ­ra wspól­nie z Vin­cen­tem Paron­naud pod­ję­ła się wyre­ży­se­ro­wa­nia swo­je­go dzie­ła. Wyszedł z tego napraw­dę cie­ka­wy film, któ­ry zaska­ku­je pod wzglę­dem este­ty­ki. Zaser­wo­wa­ny przez reży­se­rów kur­czak sma­ku­je słod­ko-gorz­ko, za to na pew­no jest moc­no dopra­wio­ny i ma swój wła­sny, nie­po­wta­rzal­ny styl.

kurczak 3Reży­se­rzy prze­no­szą widza do Tehe­ra­nu lat 50. XX w. Tytu­ło­wy kur­czak ze śliw­ka­mi to ulu­bio­na potra­wa Nasse­ra-Ale­go (w tej roli Mathieu Amal­ric), wybit­ne­go muzy­ka, któ­ry po tym, jak żona (gra­na przez Marię de Mede­iros) znisz­czy­ła jego uko­cha­ne skrzyp­ce, a żad­ne nowe nie brzmią tak wspa­nia­le, posta­na­wia umrzeć. Zamy­ka się więc w poko­ju i cze­ka… I tak wła­śnie sta­je­my się towa­rzy­sza­mi Nasse­ra-Ale­go pod­czas ostat­nich ośmiu dni jego życia. Jest lirycz­nie, nostal­gicz­nie, dra­ma­tycz­nie z prze­ryw­ni­ka­mi w for­mie gro­te­sko­we­go humo­ru. Pozna­je­my histo­rię życia Nasse­ra-Ale­go, a tak­że wybie­ga­my w przy­szłość dowia­du­jąc się o przy­szło­ści jego dzie­ci. Ska­cze­my pomię­dzy cza­sem i miej­scem akcji, a tak­że pomię­dzy praw­dą, a wyobra­że­nia­mi boha­te­ra. Ten pozor­ny cha­os dobrze łączy się z wewnętrz­ny­mi emo­cja­mi, jakie towa­rzy­szą Nasse­ro­wi-Ale­mu w ostat­nich dniach, kie­dy powo­li opa­da z sił. Czas spę­dzo­ny w łóż­ku jest dla boha­te­ra roz­li­cze­niem się z prze­szło­ścią, ana­li­zą wła­sne­go życia, któ­re nie przy­nio­sło speł­nie­nia i satys­fak­cji, a tak­że zasta­no­wie­niem się, co tak napraw­dę daje sens naszej egzy­sten­cji. Sama histo­ria nawią­zu­je też, jak wspo­mi­na autor­ka, do rze­czy­wi­stych wyda­rzeń z życia jej rodzi­ny:

Punk­tem wyj­ścia była histo­ria wuja mojej mat­ki – muzy­ka zmar­łe­go w dziw­nych oko­licz­no­ściach, któ­rych nikt nigdy nie był w sta­nie wyja­śnić. Pew­ne­go razu poje­cha­łam do Nie­miec do bra­ta mojej mat­ki, rów­nież muzy­ka. On opo­wie­dział mi, jak nie­zwy­kłym czło­wie­kiem był ich wuj – jeden z naj­lep­szych wir­tu­ozów gry na tarze swo­ich cza­sów. Poka­zał mi też jego zdję­cia. A ponie­waż jestem bar­dzo wraż­li­wa na pięk­no, roman­tycz­na twarz tego czło­wie­ka zafa­scy­no­wa­ła mnie i zro­dzi­ła we mnie chęć opo­wie­dze­nia jego histo­rii, histo­rii o arty­ście zła­ma­nym przez miłość.

kurczak 1Cho­ciaż treść fil­mu jest nie­co banal­na i melo­dra­ma­tycz­na, cza­sa­mi nie­co ckli­wa, to na pew­no jej przed­sta­wie­nie moż­na opi­sać zupeł­nie prze­ciw­ny­mi przy­miot­ni­ka­mi. Ten film to obraz magicz­ny w każ­dym tego sło­wa zna­cze­niu – dosłow­nie i w prze­no­śni. Pra­wie że ide­al­ny przy­kład reali­zmu magicz­ne­go w fil­mie. Mamy w nim boha­te­rów spo­za świa­ta, jak cho­ciaż­by anio­ła śmier­ci Azra­ela, waż­ną rolę sym­bo­li, takich jak dym uno­szą­cy się z wypa­la­nych kolej­no papie­ro­sów. Sło­wo magicz­ny naj­le­piej odda­je tak­że kli­mat całej ekra­ni­za­cji – widz odczu­wa nie­zwy­kłość sytu­acji na każ­dym kro­ku.

Trze­ba przy­znać, że jak na ekra­ni­za­cję komik­su przy­sta­ło, nie­co komik­so­wej este­ty­ki prze­nie­sio­no tak­że do fil­mu. Bar­dzo dużą wagę przy­ło­żo­no bowiem do opra­wy gra­ficz­nej całej pro­duk­cji. Reży­se­rzy bawią się for­mą trak­tu­jąc film jak kolaż – wpro­wa­dza­ją papie­ro­we deko­ra­cje, posta­ci wycho­dzą­ce z książ­ki, czar­no-bia­łe zdję­cia itp. Raz widzi­my reali­stycz­ny Tehe­ran, innym razem zaś prze­no­si­my się do słod­ko-różo­wych Sta­nów Zjed­no­czo­nych przy­po­mi­na­ją­cych sit­co­my czy kre­sków­ki (ew. film „Sco­oby Doo”). War­stwa wizu­al­na na pew­no zacie­ka­wia i doda­je fil­mo­wi ory­gi­nal­no­ści.
Pod­su­mo­wu­jąc – być może „Kur­czak…” nie jest fil­mem, po któ­rym będzie dłu­go myśleć nad życiem, jed­nak war­to spró­bo­wać go, bo został ory­gi­nal­nie dopra­wio­ny i poda­ny na bar­dzo cie­ka­wym tale­rzu.

Życie jest wes­tchnie­niem, któ­rym musisz wydo­być utra­co­ną miłość.

kurczak 4

 

0 likes
  • Popra­wi­łam już tę wpad­kę języ­ko­wą, dzię­ki.

    Ja nie jestem fan­ką komik­sów (po „Kur­cza­ka…” się­gnę­łam po obej­rze­niu fil­mu, ale ta for­ma w ogó­le nie jest dla mnie i nawet nie przeczytałam/obejrzałam cało­ści), ale film był dla mnie super. Ale tego typu kino uwiel­biam i szu­kam wię­cej podob­nych pozy­cji, jak­by ktoś znał.

  • Prze­pra­szam, ale musia­łam – Mar­ja­ne jest Iran­ką, nie Ira­kij­ką.

    Bar­dzo lubię komik­so­wą twór­czość Satra­pi, ale film na pod­sta­wie „Kur­cza­ka…” mi umknął. Zosta­je zatem nic inne­go tyl­ko go nad­ro­bić. Zwłasz­cza, że z tego co piszesz war­to spraw­dzić jak Satra­pi pora­dzi­ła sobie z fil­mem aktor­skim.

Close