Filmy / Kino amerykańskie

Cudowny ojciec, piękny syn

12 lutego 2019

Tagi: , ,

Mój piękny syn”
reż. Felix Van Groeningen

Mój pięk­ny syn” to nie jest łatwy i przy­jem­ny film. To nie jest film na relaks po pra­cy czy miły począ­tek week­en­du. To film, któ­ry roz­wa­la emo­cjo­nal­nie. Film, na któ­rym nie­raz powstrzy­my­wa­łam się od pła­czu. O miło­ści. Miło­ści rodzi­ciel­skiej, któ­ra cho­ciaż jet naj­więk­sza na świe­cie nie zawsze może ura­to­wać. Ale jest zawsze i mimo wszyst­ko.

Całą fabu­łę fil­mu moż­na by stre­ścić w kil­ku zda­niach. Nic Sheff to nasto­la­tek z nor­mal­ne­go domu. Inte­li­gent­ny, wraż­li­wy, ma talent do pisa­nia. Miesz­ka z ojcem, dwój­ką młod­sze­go rodzeń­stwa i kocha­ją­cą go maco­chą. W pew­nym momen­cie swo­je­go życia zaczy­na brać nar­ko­ty­ki. Kie­dy nałóg wycho­dzi na jaw jego ojciec podej­mu­je wal­kę o ura­to­wa­nie syna – lecze­nie, odwy­ki, zgłę­bia­nie wie­dzy o uza­leż­nie­niach, wspar­cie psy­chicz­ne. Wie­lo­krot­nie, gdy już wyda­je się, że wszyst­ko będzie dobrze Nic się­ga po kolej­ną dział­kę. A gdy boimy się, że to już koniec, cudem uda­je mu się jesz­cze na chwi­lę wyjść na pro­stą. Pro­stą, któ­ra zno­wu zaczy­na zawra­cać. A my zatrzy­mu­je­my oddech i zaci­ska­my kciu­ki, żeby to nie był jesz­cze koniec.

Piękny syn i jego wspaniały ojciec – najlepszy aktorski duet, jaki ostatnio widziałam

Uwiel­biam Timo­thégo Cha­la­me­ta. Po obej­rze­niu go w „Tam­te dni, tam­te noce” i „Lady bird” zako­cha­łam się w jego chło­pię­cym uro­ku, nie­bie­skich oczach i przede wszyst­kim bar­dzo, bar­dzo dobrej grze aktor­skiej. Tym razem rów­nież świet­nie pora­dził sobie z rolą. Nic to chło­pak moc­no pogu­bio­ny. Dobry, kocha­ją­cy swo­ją rodzi­nę, chcą­cy, żeby coś mu w życiu wyszło.

Towa­rzy­szą­cy mu na ekra­nie w roli ojca Ste­ve Carell rów­nież bar­dzo dobrze odda­je emo­cje, jakie towa­rzy­szy­ły jego posta­ci. Widzi­my, jak wie­le w nim miło­ści, czu­ło­ści, tro­ski, a tak­że fru­stra­cji, wyczer­pa­nia i zagu­bie­nia.

Rela­cja Nica z ojcem to głów­ny temat fil­mu. Obser­wu­je­my ich wza­jem­ną miłość, szu­ka­nie wyj­ścia z sytu­acji. Nic za każ­dym razem prze­pra­sza, wra­ca do ojca czu­jąc, że będzie miał w nim opar­cie. Nawet jeśli wykrzy­czy mu coś w twarz, to nie prze­sta­je mu zale­żeć. Akto­rzy bar­dzo dobrze zbu­do­wa­li tę rela­cję, czuć mię­dzy nimi che­mię. Poja­wia­ją­ce się w fil­mie retro­spek­cje rado­sne­go dzie­ciń­stwa Nica dodat­ko­wo pod­kre­śla­ją, że była to napraw­dę szczę­śli­wa rodzi­na.

Zupełnie inne przedstawienie świata narkotyków

Mój pięk­ny syn” nie jest fil­mem o nar­ko­ty­ko­wym świe­cie. Nie zoba­czy­my na ekra­nie zbyt czę­sto scen upodle­nia nar­ko­ty­ko­we­go, zbli­że­nia na dawa­nie sobie w żyłę czy wymio­to­wa­nia w jakiejś meli­nie. Stan bycia pod wpły­wem zaob­ser­wu­je­my w oczach Nica czy poprzez jego zacho­wa­nie.

Daw­no żaden film nie poru­szył mnie tak bar­dzo. Van Gro­enin­gen spra­wił, że boha­te­ro­wie sta­ją się widzo­wi bar­dzo bli­scy. Prze­ży­wa­my wszyst­kie sytu­acje razem z nimi. Jesz­cze dłu­go po sean­sie zbie­ra­łam myśli, pró­bu­jąc zna­leźć odpo­wie­dzi na pyta­nia: dla­cze­go cza­sa­mi nie może­my nic zro­bić, w żaden spo­sób pomóc naj­bliż­szym w ich uza­leż­nie­niu. „Mój pięk­ny syn” mówi nam, że cho­ciaż cza­sa­mi jeste­śmy total­nie bez­rad­ni to powin­ni­śmy być i kochać.

 

 

 

0 likes
Close