Filmy / Kino amerykańskie

Nie-samotność w sieci

17 maja 2014

Tagi: , ,

„Her”
reż. Spi­ke Jon­ze

Ostat­nio prze­czy­ta­łam arty­kuł, że już nie­dłu­go kom­pu­te­ry zastą­pią ludzi przy wyko­ny­wa­niu kolej­nych zawo­dów. Nie będzie to tyl­ko przy­krę­ca­nie czę­ści czy napeł­nia­nie bute­lek, ale mię­dzy inny­mi dzien­ni­kar­stwo czy rekla­ma. Nasza cywi­li­za­cja roz­wi­ja się w takim tem­pie, że kom­pu­ter potra­fi myśleć coraz logicz­niej. A może za 20 lat oka­że się, że nie tyl­ko myśleć, ale tak­że odczu­wać i mieć emo­cje? Taka wizja z jed­nej stro­ny bywa fascy­nu­ją­ca, z dru­giej zaś prze­ra­ża­ją­ca.

Mamy głów­ne­go boha­te­ra – The­odor, lat ok. 40, zaj­mu­je się pisa­niem listów w imie­niu innych (taki zawód przy­szło­ści), wła­śnie jest w trak­cie roz­wo­du. I głów­ną boha­ter­kę – Saman­tha, odkry­wa­ją­ca sie­bie, fascy­nu­ją­ca i tajem­ni­cza, będą­ca… sys­te­mem kom­pu­te­ro­wym. Zwy­kle w takim przy­pad­ku poja­wia się miłość i tutaj nie jest ina­czej. Zmy­sło­we­mu gło­so­wi, któ­re­go Saman­cie uży­czy­ła Scar­lett Johans­son nie łatwo się oprzeć.
Jed­nak połą­cze­nie czło­wie­ka z sys­te­mem, któ­ry może tyl­ko roz­ma­wiać z The­odo­rem, spraw­dzać jego mia­le w ułam­ki sekund i ana­li­zo­wać sytu­ację jest nie­co inna niż w tra­dy­cyj­nym fil­mie o miło­ści. Tyl­ko albo aż – Saman­tha jest bowiem sys­te­mem sztucz­nej inte­li­gen­cji, któ­ry kie­ru­je się emo­cja­mi, reagu­je na nasze potrze­by i jed­no­cze­śnie ma swo­je, potra­fi być ide­al­ną powier­nicz­ką i przy­ja­ciół­ką odpo­wia­da­ją­cą zgod­nie z ocze­ki­wa­nia­mi.
„Her” to film bar­dziej smut­ny niż roman­tycz­ny. W zdo­mi­no­wa­nym przez tech­no­lo­gię świe­cie ludziom coraz trud­niej nawią­zy­wać codzien­ne rela­cje i two­rzyć związ­ki z dru­gim czło­wie­kiem. The­odor nie jest jedy­nym, któ­ry swój czas spę­dza z sys­te­mem. Taki sys­tem jest zapro­gra­mo­wa­ny pod nas, a w razie cze­go w każ­dej chwi­li moż­na go odin­sta­lo­wać i zapo­mnieć. Wyda­wać się może, że nowo­cze­sna tech­no­lo­gia to jedy­nie pre­tekst do opo­wie­dze­nia histo­rii o umie­jęt­no­ści radze­nia sobie z emo­cja­mi, z życiem w spo­łe­czeń­stwie, o samot­no­ści i potrze­bie bli­sko­ści. Teho­dor, któ­ry w imie­niu swo­ich klien­tów piszę pięk­ne listy o miło­ści ma pro­blem z poroz­ma­wia­niem ze swo­ją byłą żoną. Ucie­ka­nie od pro­ble­mów w wir­tu­al­ny świat nie zawsze jest dobrym roz­wią­za­niem, nawet jeśli przez chwi­lę czu­je­my, że wła­śnie tam jest nasze miej­sce.
Świat przed­sta­wio­ny w fil­mie to przy­szłość, jed­nak przy­szłość nie aż tak odle­gła. Widz nie ma do czy­nie­nia z lata­ją­cy­mi tak­sów­ka­mi czy tele­por­ta­cją, ale z dobrze zna­ny­mi szkla­ny­mi wie­żow­ca­mi, kom­pu­te­ra­mi czy tele­fo­na­mi komór­ko­wy­mi. Takie przed­sta­wie­nie pozwa­la nam zro­zu­mieć, że przed­sta­wio­na histo­ria nie jest jakimś abs­trak­cyj­nym „kie­dyś”, ale czymś napraw­dę bli­skim.
0 likes
Close