Filmy / Kino amerykańskie

Wieczny przystanek w drodze do Red Rock

18 lutego 2016

Tagi: ,

Nienawistna ósemka”
reż. Quentin Tarantino

Sza­le­ją­ca dooko­ła burza śnież­na, jed­no nie­wiel­kie pomiesz­cze­nie i ośmiu ludzi ska­za­nych na spę­dze­nie ze sobą kil­ku dni. „Nie­na­wist­na ósem­ka” to połą­cze­nie kry­mi­na­łu z fil­mem sen­sa­cyj­nym i wester­nem (z nie­wiel­ką domiesz­ką kome­dii). Ist­na mie­szan­ka wybu­cho­wa – w prze­no­śni i dosłow­nie. Taran­ti­no bawi się z widzem.

Taran­ti­no zapra­sza widzów tym razem do mroź­ne­go sta­nu Wyoming w Sta­nach Zjed­no­czo­nych chwi­lę po zakoń­cze­niu woj­ny sece­syj­nej. Łow­ca głów John Ruth „Szu­bie­ni­ca” wie­zie wła­śnie na stry­czek do Red Rock jed­ną ze swo­ich ofiar – Daisy Domer­gue. Towa­rzy­szy mu kole­ga po fachu Marqu­is War­ren oraz przy­szły sze­ryf Red Rock – Man­nix. Sza­le­ją­ca zamieć śnież­na zmu­sza ich dyli­żans do dłuż­sze­go posto­ju w zajeź­dzie zwa­nym „Pasman­te­rią Min­nie”, gdzie prze­by­wa już czwór­ka innych podró­żu­ją­cych. Boha­te­rom przyj­dzie spę­dzić kil­ka dni w swo­im towa­rzy­stwie.

NIenawistna ósemka - Tarantino - recenzja

Bar­dzo szyb­ko oka­zu­je się, że pra­wie nikt nie jest tym, za kogo się poda­je i nigdy nie wia­do­mo, kto mówi praw­dę, a kto ble­fu­je. Od począt­ku powsta­je atmos­fe­ra peł­na nie­pew­no­ści, podej­rzeń i podzia­łów, któ­ra dusi się w nie­wiel­kich czte­rech ścia­nach Pasman­te­rii.

Film zaska­ku­je co chwi­la. Taran­ti­no powo­li odsła­nia kolej­ne kar­ty, zdra­dza praw­dzi­we obli­cza boha­te­rów, cofa się w cza­sie, aby przy­bli­żyć moty­wy kie­ru­ją­ce boha­te­ra­mi. Napię­cie rośnie stop­nio­wo, a widzo­wie tyl­ko cze­ka­ją, kto pierw­szy naci­śnie na spust. Bo to, że ktoś zaraz naci­śnie, uru­cha­mia­jąc maszy­nę do zabi­ja­nia, jest prze­cież oczy­wi­ste.

NIenawistna ósemka - Tarantino - Samuel L. JacksonJak to u Taran­ti­no bywa, bru­tal­ność i try­ska­ją­ca krew towa­rzy­szą nam przez poło­wę fil­mu – tę dru­gą. W pierw­szej poło­wie try­ska­ją za to sło­wa. Cóż inne­go mogą bowiem robić boha­te­ro­wie zamknię­ciu na kil­ku­dzie­się­ciu metrach kwa­dra­to­wych, jak nie roz­ma­wiać. Na szczę­ście Taran­ti­no jest mistrzem pisa­nia dia­lo­gów, cho­ciaż momen­ta­mi mistrzem powta­rza­ją­cym się i sche­ma­tycz­nym.

Zamknię­cie boha­te­rów w jed­nym pomiesz­cze­niu to nie­ła­twe zada­nie zarów­no dla reży­se­ra, jak i dla akto­rów. Klau­stro­fo­bicz­ny nie­co kli­mat, cią­głe zbli­że­nia na twa­rze lub pre­zen­to­wa­nie deta­li, gdyż kame­ra nie ma miej­sca, aby odda­lić się nie­co bar­dziej. Nie mniej jed­nak zdję­cia są jed­nym z moc­niej­szych ele­men­tów fil­mu. Świa­tło, kolo­ry – to wszyst­ko współ­gra ze sobą.

Taran­ti­no nakrę­cił kawał dobre­go kina i nomi­na­cja do Osca­ra w kate­go­rii „Naj­lep­szy film” nie jest nacią­ga­na.

0 likes
Close