Książki / powieść

Po 40 – zaczyna się czy kończy życie

7 lipca 2019

Tagi: , , , ,

Therese Bohman
„O zmierzchu”
Wyd. Pauza

Karo­li­na, lat oko­ło 40. Pro­fe­sor histo­rii sztu­ki, sza­no­wa­ny wykła­dow­ca. Osią­gnę­ła zawo­do­wy suk­ces. Wła­śnie roz­sta­ła się ze swo­im dłu­go­let­nim part­ne­rem – moż­na by jed­nak powie­dzieć, że uwol­ni­ła się ze związ­ku, w któ­rym i tak nie było miło­ści. Nie było też przy­jaź­ni czy uda­ne­go sek­su. Wła­ści­wie cięż­ko powie­dzieć, czy cokol­wiek było. Teraz Karo­li­na czu­ję się wol­na – może pozwo­lić sobie na co chce, robić co ‚spo­ty­kać się z kim chce. Pić wino do rana, uma­wiać się na przy­god­ny seks, flir­to­wać, bawić się i korzy­stać z życia. Może bar­dzo wie­le, a jed­no­cze­śnie czu­je się bar­dzo ogra­ni­czo­na. Czu­je, że są rze­czy, któ­re chcia­ła­by ale nie może. Bo świat nie jest skon­stru­owa­ny tak, że wszyst­ko zale­ży tyl­ko od nas, zwłasz­cza jeśli mówi­my o rela­cjach z dru­gim czło­wie­kiem. Boha­ter­ka „O zmierz­chu” The­re­se Boh­man musi więc radzić sobie z tym, co ma.

Nie­ste­ty to radze­nie sobie wycho­dzi Karo­li­nie śred­nio. Na zewnątrz sta­ra się zacho­wać pozo­ry sil­nej kobie­ty suk­ce­su, w rze­czy­wi­sto­ści jest ona na eta­pie życio­we­go mara­zmu, kolej­ne dni prze­la­tu­ją jej przez pal­ce. Czu­je się nie­szczę­śli­wa i nie­speł­nio­na życio­wo. W jej życiu poja­wia­ją się reflek­sje nad traf­no­ścią doko­na­nych wybo­rów, myśl o tym, że w życiu, zwłasz­cza kobie­ty, na pew­ne rze­czy może być już za póź­no.

Co tak napraw­dę cie­szy­ło ją w życiu, któ­re zbu­do­wa­ła? Samo­re­ali­za­cja wyda­je się god­na podzi­wu w sto­sun­ku do swo­je­go prze­ci­wień­stwa, ale jako jedy­ny wybór nie była szcze­gól­nie pocią­ga­ją­ca. Nagle poczu­ła, że tablicz­ka na drzwiach do jej gabi­ne­tu szy­dzi z niej, że KAROLINA ANDERSSON, PROFESOR, HISTORIA SZTUKI to żało­sny widok. Oto jej życie, stresz­czo­ne w pię­ciu sło­wach. Życie powin­no zawie­rać wię­cej niż to, co mie­ści się na tablicz­ce z nazwi­skiem.

Nadzie­ją na zmia­nę, zarów­no zawo­do­wą, jak i być może oso­bi­stą, ma być mło­dy dok­to­rant. Anton zachwy­ca Karo­li­nę swo­im sty­lem bycia oraz zain­te­re­so­wa­nia­mi nauko­wy­mi. Ma w sobie wie­le uro­ku połą­czo­ne­go z odro­bi­ną bez­czel­no­ści i wie, jak zro­bić dobre wra­że­nie na swo­jej pro­mo­tor­ce. To jed­na z wie­lu sytu­acji, kie­dy Karo­li­na, któ­rej wyda­je się, że ma peł­ną kon­tro­lę nad sytu­acją, zupeł­nie ule­ga.

Cie­ka­wy jest fakt, że w oto­cze­niu Karo­li­ny wystę­pu­ją sami męż­czyź­ni. Oprócz Anto­na prze­wi­ja­ją się (to sło­wo naj­le­piej okre­śla ich rolę w jej życiu) kole­ga z pod­sta­wów­ki, szef dzia­łu kul­tu­ral­ne­go w lokal­nej pra­sie, współ­pra­cow­nik. Spo­ty­ka się z nimi, roz­ma­wia, spę­dza noce. Z nie­któ­ry­mi się przy­jaź­ni bar­dziej, z nie­któ­ry­mi nawią­zu­je krót­ki romans. Bra­ku­je tam kobiet. W „O zmierz­chu” poja­wia się ani jed­na boha­ter­ka kobie­ca, któ­ra mia­ła­by jaki­kol­wiek kon­takt z Karo­li­ną. Czyż­by wszyst­kie jej kole­żan­ki wła­śnie niań­czy­ły dzie­ci, goto­wa­ły mężom obia­dy i sprzą­ta­ły w domach? Czy bycie sin­giel­ką w wiel­kim Sztok­hol­mie ozna­cza bycie ska­za­ną na samot­ność? I czy bycie sin­giel­ką po 40 ozna­cza prze­gra­nie życia, bo nie pasu­je się do sche­ma­tu kobie­co­ści?

The­re­se Boh­man pró­bo­wa­ła stwo­rzyć por­tret sin­giel­ki, któ­ra nie do koń­ca radzi sobie z samot­no­ścią. Na zewnątrz jest sil­na, aby w środ­ku pękać co wie­czór i zapi­jać smut­ki. Karo­li­na to postać peł­na sprzecz­no­ści. Przez całe 200 stron książ­ki cięż­ko było do koń­ca zro­zu­mieć, cze­go tak napraw­dę chce. Owszem, nie­raz poja­wia­ły się mono­lo­gi wewnętrz­ne, gdzie Karo­li­na opo­wia­da­ła o swo­ich pra­gnie­niach, ale zaraz potem obser­wo­wa­li­śmy czy­ny, któ­re cał­ko­wi­cie temu zaprze­cza­ły. Czu­łam się zagu­bio­na w tym, czy Karo­li­na napraw­dę cze­goś chce i do tego dąży, czy też po pro­stu wyda­je jej się, że tak powin­no być.

W zna­le­zie­niu odpo­wie­dzi na te pyta­nia nie poma­ga­ły nie­ste­ty dość powierz­chow­nie zbu­do­wa­ne por­tre­ty boha­te­rów. W trak­cie czy­ta­nia książ­ki poja­wia­ły się co i rusz kolej­ne pyta­nia: o prze­szłość, o poprzed­ni zwią­zek, o wcze­śniej­sze moty­wa­cje. Cho­ciaż cała książ­ka jest wła­ści­wie teatrem jed­ne­go akto­ra, a pozo­sta­łe posta­cie posta­cie są wła­ści­wie poka­zy­wa­ne tyl­ko w rela­cjach z głów­ną boha­ter­ką, bo nadal o Karo­li­nie dowia­du­je­my się mało. Chy­ba zbyt mało, żeby jakoś bar­dzo moc­no zaan­ga­żo­wać się w jej życie.

 

0 likes
Close