Filmy / Kino amerykańskie / Oscary

Pan Prezydent

22 kwietnia 2013

Tagi: , ,

„Lincoln” reż. Steven Spielberg

Lin­coln
reż. Ste­ven Spiel­berg

Po fil­mie wyre­ży­se­ro­wa­nym przez Spiel­ber­ga moż­na spo­dzie­wać się wie­le. Autor takich dzieł jak Sze­re­go­wiec Ryan czy Lista Schin­dle­ra to czło­wiek, wobec któ­re­go moż­na mieć wyso­kie wyma­ga­nia i spo­dzie­wać się arcy­dzie­ła. Jego naj­now­sza pro­duk­cja Lin­coln nie zachwy­ca jed­nak widza i nie wbi­ja w fotel. Film raczej z serii popraw­ne­go kina. Nie trzy­ma w napię­ciu – być może dla­te­go, że wszy­scy zna­my zakoń­cze­nie, ale być może też po pro­stu brak tu odpo­wied­nie­go tem­pa akcji.

Film opo­wia­da nie­wiel­ki wyci­nek z kil­ku­let­niej pre­zy­den­tu­ry Lin­col­na (Daniel Day-Lewis), a mia­no­wi­cie sta­ra­nia o wpro­wa­dze­nie do kon­sty­tu­cji Sta­nów Zjed­no­czo­nych 13 popraw­ki, któ­ra mia­ła­by znieść nie­wol­nic­two. Reży­ser sta­rał się połą­czyć w fil­mie pry­wat­ne życie pre­zy­den­ta z poli­tycz­ny­mi machloj­ka­mi pro­wa­dzą­cy­mi do suk­ce­su wpro­wa­dzo­nych w kon­sty­tu­cji zmian. Wszyst­ko to jed­nak jest nie­co powierz­chow­ne i mało przej­mu­ją­ce. Nie trzy­ma w napię­ciu, nie spra­wia, że przej­mu­je­my się losem pre­zy­den­ta, któ­ry cho­ciaż zagra­ny bar­dzo dobrze przez Danie­la Day-Lewi­sa, to jed­nak nie wzbu­dza emo­cji. Wszyst­ko to jest z jed­nej stro­ny wznio­słe i pom­pa­tycz­ne, z dru­giej nie­co zabaw­no-żało­sne.
Nie moż­na przy­cze­pić się do Lin­col­na pod wzglę­dem for­my. Dobre zdję­cia, odda­ne realia histo­rycz­ne i gra aktor­ska na wyso­kim pozio­mie – to wszyst­ko nie­wąt­pli­wie moż­na uznać za zale­ty fil­mu. Czy jed­nak tyle wystar­cza, żeby zro­bić film na mia­rę Osca­rów? Na to pyta­nie każ­dy powi­nien odpo­wie­dzieć sobie sam oglą­da­jąc Lin­col­na.
„Lincoln” reż. Steven Spielberg
0 likes
Close