biografia / Książki

pani stefa

30 sierpnia 2018

Tagi: , ,

Małgorzata Kicińska
„Pani Stefa”
Wyd. Czarne

O Ste­fa­nii Wil­czyń­skiej wia­do­mo nie­wie­le. Uro­dzi­ła się w 1886 roku w zasy­mi­lo­wa­nej rodzi­nie żydow­skiej, stu­dio­wa­ła za gra­ni­cą, ale porzu­ci­ła naukę na rzecz aktyw­no­ści spo­łecz­nej. Pra­co­wa­ła naj­pierw w przy­tuł­ku dla żydow­skich sie­rot, a następ­nie w 1912 roku wspól­nie z Janu­szem Kor­cza­kiem zało­ży­li dom dziec­ka przy ul. Kroch­mal­nej. Dom, któ­ry stał się dla niej całym życiem i z któ­re­go nie potra­fi­ła, pomi­mo kil­ku prób, odejść. Mał­go­rza­ta Kiciń­ska posta­no­wi­ła zgłę­bić histo­rię Wil­czyń­skiej, dotrzeć do źró­deł, któ­re przy­bli­żą tę postać. „Pani Ste­fa” to bio­gra­fia pró­bu­ją­ca odpo­wie­dzieć na pyta­nia: jaka napraw­dę była Ste­fa­nia Wil­czyń­ska.

Ste­fa­nia Wil­czyń­ska przez lata była w cie­niu Kor­cza­ka. W wie­lu mate­ria­łach wspo­mi­na­na jest jedy­nie jako jego współ­pra­cow­ni­ca. Gdy czy­ta się książ­kę Kiciń­skiej zauwa­żyć moż­na, jak bar­dzo to nie­spra­wie­dli­we. To pani Ste­fa­nia zma­ga­ła się z pro­ble­ma­mi dnia codzien­ne­go w domu sie­rot. To ona myśla­ła o tym, czy dzie­ci będą mia­ły co jeść i jak się uczą. Mówi­li, że Kor­czak był ojcem, któ­ry poba­wi się i poroz­ma­wia, a Wil­czyń­ska mat­ką, któ­ra pil­nu­je i wyma­ga.

Szko­da, że za książ­kę o Wil­czyń­skiej zabra­no się tak póź­no. Kiciń­ska budu­je swo­ją opo­wieść ze strzęp­ków infor­ma­cji – listów od i do wycho­wan­ków, zna­le­zio­nych gaze­tek szkol­nych czy roz­mów z tymi, któ­rzy w domu sie­rot prze­by­wa­li i jesz­cze żyją. Wycho­wan­ków Ste­fy jest jed­nak już nie­wie­lu, a ich wspo­mnie­nia są mgli­ste i nazna­czo­ne cza­sem, jaki upły­nął. Czę­sto poja­wia się wąt­pli­wość, czy tak było napraw­dę, czy raczej taki obraz Ste­fy powstał po latach. Wię­cej w tej książ­ce pytań i wąt­pli­wo­ści niż potwier­dzo­nych fak­tów.

Jaka była Pani Stefa w oczach wychowanków?

Sło­wo „przy­jem­ność” nie pada, gdy mówią o Wil­czyń­skiej. Przy­jem­ność wywo­ły­wa­ła­by uśmiech, a on też im do niej nie pasu­je. – Nie, żeby się nie uśmie­cha­ła – tłu­ma­czy Szloj­me. – Zda­rza­ło się jej uśmie­chać, zda­rza­ło jej się i śmiać. Tyl­ko ten uśmiech nie był u sie­bie. Był u Ste­fy gościem, któ­ry przy­cho­dził z dale­ka…

Bar­dzo dobrze się sta­ło, że powsta­ła ta książ­ka. Wil­czyń­ska zasłu­ży­ła całą sobą na to, by o niej pamię­tać. Dopie­ro nie­daw­no, przy oka­zji Roku Kor­cza­kow­skie­go, zaczę­ło się wię­cej mówić na jej temat. Powstał nawet fan­pa­ge na Face­bo­oku Kocha­na Pani Ste­fa, któ­ry jed­nak nie zyskał zbyt wiel­kiej popu­lar­no­ści. Jed­nak dopie­ro Kiciń­ska wydo­by­ła Wil­czyń­ską z cie­nia Kor­cza­ka i poka­za­ła, że bez niej nie zadzia­ło by się wie­le rze­czy.

0 likes
Close