Filmy / Kino polskie

Po szóste…

25 stycznia 2018

Tagi: , , , ,

Pokot”
reż Agnieszka Holland

Muszę przy­znać, że bałam się obej­rzeć ten film. Bałam się cier­pie­nia, jakie zoba­czę na ekra­nie, roz­la­nej krwi zwie­rząt i poszar­pa­nych przez nie ludzi. „Pokot”, będą­cy ekra­ni­za­cją powie­ści Olgi Tokar­czuk „Pro­wadź swój pług przez kości umar­łych” budu­je emo­cje, prze­ra­ża i daje do myśle­nia. Sta­wia wie­le pytań na temat tego, do cze­go ma pra­wo czło­wiek.

Góry i lasy gdzieś w Kotli­nie Kłodz­kiej. Miej­sca odda­lo­ne od cywi­li­za­cji, dzi­kie. Miej­sco­wa spo­łecz­ność po pra­cy urzą­dza sobie roz­ryw­kę w posta­ci polo­wa­nia na zwie­rzy­nę. W tej spo­łecz­no­ści żyje tak­że Jani­na Duszej­ko (w tej roli Agniesz­ka Madat) – eme­ryt­ko­wa­na inży­nier, pasjo­nu­ją­ca się astro­lo­gią, wege­ta­rian­ka i przede wszyst­kim miło­śnicz­ka zwie­rząt. Przez miej­sco­wych uwa­ża­na za dzi­wacz­kę. Duszej­ko pro­wa­dzi woj­nę z kłu­sow­ni­ka­mi – pisze dono­sy na poli­cję, zgła­sza mor­der­stwa na dzi­kach itp. Gdy bez śla­du zni­ka­ją jej uko­cha­ne psy Duszej­ko przy­się­ga nie zosta­wić tego bez wyja­śnie­nia. Znik­nię­cie psów to jed­nak tyl­ko począ­tek tajem­ni­czych wyda­rzeń w oko­li­cy.

Jani­na Duszej­ko to głów­na boha­ter­ka fil­mu, dooko­ła któ­rej zbu­do­wa­na jest histo­ria. Począt­ko­wo wyda­wać by się mogło, że to ona jest tą dobrą w całej oko­li­cy i widz powi­nien utoż­sa­miać się z nią i kibi­co­wać jej zacho­wa­niom. W koń­cu trze­ba przy­znać, że wal­czy ona w słusz­nej spra­wie. Z kolej­ny­mi minu­ta­mi coraz mniej mi w niej paso­wa­ło, jej fana­tyzm zaczy­nał znie­chę­cać. Poja­wia się tak­że u widzów pyta­nie – czy mia­ła pra­wo do tego, co zro­bi­ła. Czy swo­imi czy­na­mi nie poka­za­ła, że osta­tecz­nie jest taka sama, jak myśli­wi, prze­ciw­ko któ­rym wal­czy­ła?

W przy­pad­ku pozo­sta­łych posta­ci dużo wyraź­niej­szy jest podział na dobrych i złych. Myśli­wi są zepsu­ci do szpi­ku kości – poza mor­do­wa­niem zwie­rząt pro­wa­dzą nie­le­gal­ne inte­re­sy, wyko­rzy­stu­ją słab­szych czy biją żony. Nie da się im współ­czuć czy zna­leźć jakie­go­kol­wiek uspra­wie­dli­wie­nia ich dzia­łań. Po dru­giej stro­nie mamy towa­rzy­szy Duszej­ko – Dobrą Nowi­nę, Dyz­ia, Mato­gę i Boro­sa. Wszy­scy oni mają dobre ser­ce i trud­ną prze­szłość. Są nie­pa­su­ją­cy­mi do całej spo­łecz­no­ści ele­men­ta­mi. War­to zauwa­żyć, że ich prze­szłość jest nam poka­za­na i reży­ser­ka tłu­ma­czy ich sytu­ację, w prze­ci­wień­stwie do dru­giej stro­ny.

Olga Tokar­czuk jest mistrzy­nią two­rze­nia mitycz­nych świa­tów, rze­czy­wi­sto­ści zobra­zo­wa­nej w spo­sób balan­su­ją­cy na gra­ni­cy reali­zmu i magii. Hol­land bar­dzo dobrze prze­nio­sła to na film. Mamy nie­wiel­ką spo­łecz­ność żyją­cą z dala od świa­ta, któ­rą moż­na­by okre­ślić baj­ko­wym „za góra­mi, za lasa­mi”. To, co na zewnątrz nie ma wpły­wu na życie miesz­kań­ców. Czas pły­nie spo­koj­nie i jest wyzna­cza­ny poprzez kalen­darz myśli­wych – cyklicz­nie, rok po roku powta­rza­ją się te same ele­men­ty polo­wań.

Agniesz­ka Hol­land stwo­rzy­ła film, któ­ry nie kwa­li­fi­ku­je się jed­no­znacz­nie do żad­ne­go gatun­ku. Reży­ser­ka wybie­ra po tro­chu z thril­le­ra, dra­ma­tu, kina mora­li­zu­ją­ce­go, dra­ma­tu spo­łecz­ne­go, baśni, a nawet momen­ta­mi kome­dii. W jed­nej sce­nie widzi­my tru­pa leżą­ce­go na śnie­gu, w kolej­nej słu­cha­my wykła­du na temat wymi­ra­ją­cych gatun­ków owa­dów, w jesz­cze kolej­nej zaś wzru­sza­ją­cej opo­wie­ści Maty­gi o cza­sach nie­zbyt szczę­śli­we­go dzie­ciń­stwa prze­pla­ta­nej pale­niem zio­ła i śpie­wa­niem zagra­nicz­nych szla­gie­rów. Ta róż­no­rod­ność gatun­ków pozwa­la na wple­ce­nie w film bar­dzo wie­lu wąt­ków pobocz­nych, któ­re poka­zu­ją zło­żo­ność życia ludz­kie­go (i zwie­rzę­ce­go).

Pokot” to film, któ­ry pre­zen­tu­je się bar­dzo dobrze od stro­ny wizu­al­nej. Już pierw­sze sce­ny, kie­dy Duszej­ko cho­dzi z psa­mi po łące ską­pa­na we mgle robią wra­że­nie. Malow­ni­cze kra­jo­bra­zy Kotlii­ny Kłodz­kiej zosta­ły zapre­zen­to­wa­ne w wyjąt­ko­wy spo­sób. Jest tajem­ni­czo i pięk­nie.

Dobre fil­my to takie, któ­re pozo­sta­ją w pamię­ci i nie są jed­no­znacz­ne. O dobrych fil­mach widz myśli przez pewien czas po ich zakoń­cze­niu. „Pokot” takim fil­mem jest. Moż­na myśleć o nim na wie­le spo­so­bów, moż­na oce­niać zacho­wa­nie głów­nej boha­ter­ki i zasta­na­wiać się, czy odczy­tu­je­my je w taki spo­sób, w jaki chcia­ła reży­ser­ka. W gło­wie widzów poja­wia­ją się pyta­nia i to zna­czy, że uda­ło się stwo­rzyć dobrą histo­rię. Dużo w tym zasłu­gi Olgi Tokar­czuk, któ­ra tę opo­wieść stwo­rzy­ła, zarów­no jako autor­ka książ­ki, jak i sce­na­riu­sza. Ale Agniesz­ka Hol­land zobra­zo­wa­ła ją w spo­sób, któ­ry do mnie prze­mó­wił.

0 likes

Podobne wpisy

"Twój Vincent" reż. Dorota Kobiela, Hugh Welchman

Filmy

Gdy farba ożywa

29 października 2017 0 0

Close