Filmy / Kino amerykańskie / Oscary

Ptaku odfruń!

27 lutego 2015

Tagi: , , ,

"Birdman" reż. Alejandro González Iñárritu

Birdman”
reż. Alejandro González Iñárritu

Lata świet­no­ści, kie­dy Rig­gan Thomp­son był gwiaz­dą Holy­wo­od gra­ją­cą super­bo­ha­te­ra czło­wie­ka-pta­ka już daw­no minę­ły. Teraz przed nim szan­sa nie tyl­ko na odzy­ska­nie sła­wy i pre­sti­żu, ale tak­że zro­bie­nie wresz­cie praw­dzi­wej sztu­ki przez duże S. To zada­nie wyma­ga wal­ki – ze świa­tem dooko­ła, ale tak­że z wewnętrz­nym alter ego, jakim jest cią­gle tkwią­cy w akto­rze Bird­man.
Rig­gan Thomp­son to postać tra­gicz­na, któ­ra znaj­du­je się w sytu­acji, gdzie może wygrać lub stra­cić wszyst­ko. Aktor jed­nej roli, któ­ry przez 20 lat żyje w cie­niu zagra­ne­go przez sie­bie super­bo­ha­te­ra i w tym cza­sie nie docze­kał się innych zna­czą­cych fil­mów. Na uli­cy ludzie zacze­pia­ją go i pro­szą o auto­gra­fy jako tego, któ­ry był Bird­ma­nem. W życiu oso­bi­stym wca­le nie wie­dzie mu się lepiej – porzu­co­ny przez żonę pró­bu­je ogar­nąć cór­kę, któ­ra dopie­ro co skoń­czy­ła odwyk. Przy­go­to­wa­nie przez nie­go sztu­ki „What we talk abo­ut when we talk abo­ut love”, gdzie sam jest sce­na­rzy­stą, reży­se­rem i głów­nym akto­rem jest dla nie­go szan­są, któ­rą musi wyko­rzy­stać – to musi być suk­ces.
"Birdman" reż. Alejandro González IñárrituJed­nak na ramie­niu cały czas sie­dzi czar­ny ptak – Bird­man – któ­ry szep­ce mu do ucha zupeł­nie inną dro­gę dzia­ła­nia. Powo­du­je to roz­ter­ki boha­te­ra, ner­wo­wą atmos­fe­rę i poczu­cie zagu­bie­nia. Cięż­ko jest odna­leźć wła­ści­wą dro­gę, jeże­li w gło­wie cią­gle sły­szysz, że teatr to nie jest to, że kolej­na super­pro­duk­cja będzie lep­szym roz­wią­za­niem. Cho­ciaż Thomp­son pró­bu­je uwol­nić się od Bird­ma­na, porzu­cić prze­szłość, ten jed­nak usil­nie nie chce wyfru­nąć z jego gło­wy sto­su­jąc swo­je tajem­ni­cze sztucz­ki. Czy uda mu się zrzu­cić tę klą­twę?
Przy­go­to­wań do pre­mie­ry nie uła­twia tak­że mają­cy towa­rzy­szyć na sce­nie broad­way­ow­ski aktor Mike, któ­ry patrzy na Thomp­son­na i całe holy­wo­odz­kie towa­rzy­stwo z pogar­dą i wpro­wa­dza cha­os i swo­ją wizję, brak pie­nię­dzy na dokoń­cze­nie reali­za­cji, czy kata­stro­fy pod­czas kolej­nych prób.
"Birdman" reż. Alejandro González Iñárritu

Suk­ce­sem fil­mu są bar­dzo dobre kre­acje aktor­skie. Całość sku­pio­na jest tak napraw­dę wokół trzech posta­ci: Rig­ga­na Thomp­so­na (Micha­el Keaton), jego cór­ki (Emma Sto­ne) i towa­rzy­szą­ce­go mu na sce­nie w przy­go­to­wy­wa­nej sztu­ce Mike’a (Edward Nor­ton). Resz­ta jest tyl­ko tłem, uzu­peł­nie­niem dla wiel­kiej trój­ki. Obsa­dze­nie w głów­nej roli Keato­na nie jest przy­pad­ko­we. Aktor, któ­ry ponad 20 lat temu osią­gnął sła­wę wcie­la­jąc się w rolę Bat­ma­na, a potem miał oka­zję grać tyl­ko mało zna­czą­ce role, gra pra­wie same­go sie­bie. Dużo cie­kaw­sze wyda­je się być jed­nak postać Mike’a – akto­ra peł­ne­go cha­ry­zmy i nie­co nie­obli­czal­ne­go.
Cały nie­mal świat przed­sta­wio­ny w fil­mie scho­wa­ny jest w labi­ryn­cie teatral­nych kory­ta­rzy. To tam boha­te­ro­wie spo­ty­ka­ją się, roz­ma­wia­ją, kłó­cą się i cału­ją. Cza­sa­mi tyl­ko wycho­dząc poza tę prze­strzeń, aby po chwi­li zno­wu scho­wać się w sza­rych murach. Teatr jest ich życiem – dosłow­nie i w prze­no­śni.
„Bird­man” to według Ame­ry­kań­skiej Aka­de­mii Fil­mo­wej naj­lep­szy film roku 2015. Przy oka­zji otrzy­mał tak­że sta­tu­et­kę za naj­lep­szą reży­se­rię, sce­na­riusz ory­gi­nal­ny, zdję­cia, a nomi­na­cji było tro­chę wię­cej. Film jest nie tyl­ko cie­ka­wy, ale przede wszyst­kim dobrze zro­bio­ny. To kino dopra­co­wa­ne w każ­dym ele­men­cie, sta­no­wią­ce przy­kład solid­nej robo­ty spe­cja­li­stów.

"Birdman" reż. Alejandro González Iñárritu
0 likes
  • Zamysł na sce­na­riusz bar­dzo dobry, tyl­ko moim zda­nie, z reali­za­cją poszło tro­chę gorzej. Film strasz­nie mi się dłu­żysz i bra­ko­wa­ło mi w nim jakiś zwro­tów akcji. Na wiel­ki plus są zdję­cia (te sce­ny gdzie razem z boha­te­ra­mi cho­dzi­my po wąskich kory­ta­rzach teatru – pro­fe­ska) i muzy­ka. Po wyj­ściu z kina dłu­go zasta­na­wia­łem się dla cze­go to on wła­śnie został okrzyk­nię­ty naj­lep­szym fil­mem roku. Wnio­sek jest chy­ba taki, że jestem za mało ame­ry­kań­ski, żeby się to zro­zu­mieć 😛

  • Obej­rza­łam też „Boy­ho­od” i nie mogę zebrać się do recen­zji, jakoś nie poczu­łam tego fil­mu.
    Zde­cy­do­wa­nie „Bird­man” zasłu­żył w porów­na­niu z nim na sta­tu­et­kę dla naj­lep­sze­go fil­mu.

  • Suk­ce­sem fil­mu są nie tyl­ko kre­acje aktor­skie, ale rów­nież ( może nawet na rów­ni z akto­ra­mi) spo­sób krę­ce­nia i muzy­ka w tle- rewe­la­cyj­na! Swo­ją dro­gą bar­dzo mi przy­pa­dła do gustu sce­na na dachu teatru, gdy Cór­ka chce pode­rwać Nortona…i jego tekst o wyłu­pa­niu oczu:) Rewe­la­cja, raz jesz­cze!

Close