Książki / powieść

Biegiem przez cały płaski świat

11 września 2017

Tagi: , , ,

Terry Pratchet
„Kolor magii”
Wyd. Prószyński i S-ka

Mora­li­ści”, któ­rych czy­tam od począt­ku sierp­nia męczą mnie tak bar­dzo, że musia­łam prze­rwać tę lek­tu­rę i zna­leźć coś łatwe­go i przy­jem­ne­go. Padło na „Kolor magii” Ter­re­go Prat­che­ta. Nie było to moje pierw­sze spo­tka­nie z tym auto­rem, daw­no, daw­no temu prze­czy­ta­łam jakieś dwie lub trzy jego książ­ki (w sumie to na tyle daw­no, że nie jestem pew­na nawet któ­re). Nie jestem wiel­ką fan­ką fan­ta­sty­ki, ale co jakiś czas tra­fia­łam w róż­nych wir­tu­al­nych miej­scach na cyta­ty z Prat­chet­ta, któ­re spra­wi­ły, że posta­no­wi­łam spró­bo­wać.

Kolor magii” to pierw­sza książ­ka opi­su­ją­ca stwo­rzo­ny przez Prat­chet­ta tajem­ni­czy Świat Dys­ku. Jest to pła­ska pla­ne­ta pod­trzy­my­wa­na przez czte­ry sło­nie sto­ją­ce na sko­ru­pie wiel­kie­go żół­wia. Taki świat zamiesz­ku­ją mago­wie, smo­ki, trol­le i inne fan­ta­stycz­ne stwo­rze­nia, o któ­rych życiu decy­du­ją gra­ją­cy w grę bogo­wie oraz Śmierć.

Wśród bogów było jed­nak dwo­je napraw­dę prze­ra­ża­ją­cych. Resz­ta to po pro­stu ludzie, tyl­ko tro­chę potęż­niej­si, lubią­cy wino, woj­nę i kobie­ty. Ale Los i Pani budzi­li lęk. W Dziel­ni­cy Bogów w Ankh-Mor­pork Los miał nie­wiel­ką, oło­wia­ną świą­ty­nię, gdzie wychu­dli czci­cie­le o pustych oczach spo­ty­ka­li się w ciem­ne noce dla odpra­wia­nia dość bez­sen­sow­nych rytu­ałów. Pani nie mia­ła żad­nych świą­tyń, choć nie­któ­rzy twier­dzi­li, że jest naj­po­tęż­niej­szą bogi­nią w całej histo­rii Stwo­rze­nia. Kil­ku co odważ­niej­szych człon­ków Gil­dii Gra­czy pró­bo­wa­ło raz eks­pe­ry­men­to­wać z jej kul­tem w naj­głęb­szych pod­zie­miach sie­dzi­by Gil­dii. W cią­gu tygo­dnia wszy­scy zgi­nę­li od nędzy, mor­dów lub zwy­czaj­nej Śmier­ci. Była Bogi­nią Któ­rej Nie Wol­no Nazy­wać; ci, któ­rzy jej szu­ka­li, nigdy nie zna­leź­li; zna­ne jed­nak były przy­pad­ki, gdy zja­wia­ła się, by pomóc tym w naj­więk­szej potrze­bie. A z dru­giej stro­ny cza­sem się nie zja­wia­ła. Taka już była. Nie lubi­ła kle­ko­ta­nia różań­ców, ale pocią­gał ją grze­chot kości. Nikt z ludzi nie wie­dział, jak wyglą­da, cho­ciaż wie­lo­krot­nie czło­wiek, któ­ry w ostat­nim roz­da­niu posta­wił swe życie, pod­no­sił kar­ty i spo­glą­dał jej pro­sto w twarz. Oczy­wi­ście, cza­sem nie spo­glą­dał. Pośród wszyst­kich bogów ją naj­czę­ściej bło­go­sła­wio­no i naj­czę­ściej prze­kli­na­no.

Naszy­mi prze­wod­ni­ka­mi będą nie­uda­ny mag Rin­ce­wind (któ­ry zna tyl­ko jed­no zaklę­cie, dodat­ko­wo nie wiem, jakie) oraz Dwu­kwiat – zachwy­ca­ją­cy się wszyst­kim i zbyt­nio opty­mi­stycz­ny tury­sta. Za tą dwój­ką drep­cze jesz­cze na swo­ich nogach drew­nia­ny kufer. Rin­ce­wind ma nie­by­wa­ły talent do pako­wa­nia się w tara­pa­ty i z wie­lu sytu­acji led­wie ucho­dzi z życiem. Na szczę­ście jako mag (cho­ciaż nie ukoń­czył nigdy szko­ły) może być zabra­ny jedy­nie przez samą ŚMIERĆ, a nie jego wysłan­ni­ków, bo ina­czej mogli­by­śmy go nie spo­tkać w kolej­nych tomach.

Akcja bie­gnie szyb­ko niczym gepard, a boha­te­ro­wie gubią się i znaj­du­ją co kil­ka stron. Na szczę­ście głów­nych boha­te­rów jest tyl­ko dwóch, bo ina­czej ja też bym się moc­no pogu­bi­ła. Prat­chet chciał wpro­wa­dzić nas w Świat Dys­ku, dla­te­go w pierw­szym tomie prze­pro­wa­dził czy­tel­ni­ka przez kolej­ne kra­iny.

Ostat­nio pra­wie w ogó­le nie czy­ta­łam powie­ści, się­ga­łam raczej po repor­ta­że czy ese­je. I zauwa­ży­łam, że moż­na się odzwy­cza­ić od fabu­ły. Po skoń­cze­niu „Kolo­ru magii” zda­łam sobie spra­wę, że w sumie to nie wyobra­ża­łam sobie, jak wyglą­da­ją boha­te­ro­wie, nie mia­łam w gło­wie kon­kret­nych kolo­rów czy kształ­tów. Sku­pia­łam się na akcji i prze­my­śle­niach poszcze­gól­nych posta­ci.

0 likes
Close