Książki / Lifestyle / powieść

cozy crime

5 września 2025

Tagi: ,

Więk­szość ksią­żek, któ­re czy­tam to cięż­ka lite­ra­tu­ra poru­sza­ją­ca poważ­ne tema­ty. Się­gam po trud­ne repor­ta­że, któ­re roz­ry­wa­ją ser­ce i otwie­ra­ją oczy na bru­tal­ną rze­czy­wi­stość, oraz po powie­ści prze­peł­nio­ne emo­cja­mi, czę­sto tymi bole­sny­mi i zło­żo­ny­mi. Lubię, gdy książ­ka mnie doty­ka, gdy wni­ka pod skó­rę i zosta­wia trwa­ły ślad. Pocią­ga­ją mnie opo­wie­ści, któ­re pro­wo­ku­ją do myśle­nia, kwe­stio­nu­ją sche­ma­ty i nie boją się poru­szać mrocz­nych zakąt­ków ludz­kiej psy­chi­ki. To wła­śnie w takich lek­tu­rach znaj­du­ję naj­więk­szą war­tość – w ich zdol­no­ści do poru­sze­nia dogłęb­nie, do wzbu­dze­nia empa­tii i do zmu­sze­nia do refleksji.

Ale cza­sa­mi przy­cho­dzi taki moment, kie­dy czu­ję się zmę­czo­na zbyt ambit­ny­mi pozy­cja­mi, kie­dy potrze­bu­ję cze­goś, co będzie czy­stą roz­ryw­ką i przy­jem­no­ścią. Chcę, żeby książ­ka mnie bawi­ła, a nie uczy­ła życia. Wte­dy wła­śnie w moje ręce wpa­da­ją kry­mi­na­ły. Ale takie lek­kie kry­mi­na­ły – albo kome­die kry­mi­nal­ne, albo pozy­cje zali­cza­ne do tzw. cozy cri­me. Nie lubię roman­sów, nie lubię mło­dzie­żó­wek ani zwy­kłych oby­cza­jó­wek, ale przy lek­kiej odmia­nie lite­ra­tu­ry kry­mi­nal­nej zawsze bawię się świetnie.

Komedie kryminalne w polskim wykonaniu

Muszę przy­znać, ze to jeden z moich ulu­bio­nych gatun­ków lite­ra­tu­ry roz­ryw­ko­wej. Ide­al­nie popra­wia humor pod­czas jesien­nej pogo­dy i daje powo­dy do uśmie­chu, gdy za oknem sza­ro i pada deszcz. Jest trup, ale nie spe­cjal­nie on prze­ra­ża. Jest mor­der­ca, ale opi­sy­wa­ny bez szcze­gól­ne­go okru­cień­stwa. W koń­cu jest tak­że pew­ność, że wszyst­ko dobrze się skoń­czy i nie trze­ba się nicze­go bać.

Śmie­ję się pod nosem z kolej­nych pery­pe­tii Tere­ski Traw­nej w powie­ściach Mar­ty Kisiel czy Aga­ty Śród­ki opi­sy­wa­nej przez Mał­go­rza­tę Sta­ro­stę. Ostat­nio bawi­łam się feno­me­nal­nie słu­cha­jąc „Kto zabił mamu­się” autor­stwa tej dru­giej. Albo dla odmia­ny śle­dzę wła­my­wa­czy ze star­szą panią w powie­ściach Jac­ka Galiń­skie­go. Jestem cie­ka­wa, w co jesz­cze wko­pią się boha­ter­ki i jak bar­dzo absur­dal­ne oka­żą się ich przy­go­dy. A przy oka­zji jestem też oczy­wi­ście cie­ka­wa, jakie jest roz­wią­za­nie tej zagad­ki. Bo jed­nak o zagad­ki w tym wszyst­kim cho­dzi. Nie war­to zasta­na­wiać się, czy to wszyst­ko ma sens i ana­li­zo­wać, że głów­ni boha­te­ro­wie już dzie­sięć razy powin­ni byli zgi­nąć. W tym świe­cie im bar­dziej coś nie ma sen­su, tym więk­sze praw­do­po­do­bień­stwo, że się wydarzy.

Pol­ska kome­dia kry­mial­na ma zresz­tą cał­kiem dobrą prze­szłość w posta­ci Joan­ny Chmie­lew­skiej. Jeśli ktoś jesz­cze nie czy­tał „Wszyst­ko jest czer­wo­ne” czy „Kro­ko­dyl z Kra­ju Karo­li­ny” to koniecz­nie musi nad­ro­bić. W koń­cu w PRLu też zda­rza­ły się zagad­ko­we zbrod­nie, z któ­ry­mi nie radzi­ła sobie poli­cja i musia­ły się za ni brać zwy­kłe obywatelki.

…i trochę bardziej spokojnie – cozy crime

Kie­dy wolę się powzru­szać zamiast pośmiać się­gam m.in. po serię o Flo­rze Ste­el autor­stwa Mer­ryn Allin­gham. Cho­ciaż są dość naiw­ne histo­rie, któ­re wie­my, że nigdy by nie mogły się zda­rzyć (chy­ba nie zda­rza się, że zwy­czaj­na oso­ba co naj­mniej raz w roku natra­fia na mor­der­stwo), to jed­nak miło się to czy­ta. Zamiast wido­ku poćwiar­to­wa­nych zwłok dosta­je­my kli­ma­tycz­ny opis angiel­skiej pro­win­cji, gdzie każ­dy zaką­tek ma swo­ją histo­rię, a my czu­je­my się jak gość w przy­tul­nej, nie­co sta­ro­mod­nej posia­dło­ści. No i przy oka­zji ja bar­dzo moc­no kibi­cu­ję rela­cji Flo­ry i jej towa­rzy­sza Jac­ka i cią­gle cze­kam, co z tego wspól­ne­go roz­wią­zy­wa­nia zaga­dek będzie 😛

Tak napraw­dę przy oka­zji cozy cri­me muszę wspo­mnieć Aga­thę Chri­stie i Pan­nę Mar­ple. Ta poczci­wa sta­rusz­ka, któ­ra z pozo­ru jest tyl­ko obser­wa­tor­ką, a w rze­czy­wi­sto­ści ma bystry umysł i nie­sa­mo­wi­tą intu­icję ma w sobie bar­dzo dużo spo­ko­ju i cozy kli­ma­tu. Zresz­tą to od Chri­stie zaczę­ła się moja fascy­na­cja kry­mi­na­ła­mi. Nie lubię się bać, a przy książ­kach z Pan­ną Mar­ple czu­je się raczej spo­kój i bez­tro­skę niż strach.

Jak­kol­wiek to absur­dal­nie brzmi, kry­mi­nał też może być miły i przy­jem­ny. Taki do czy­ta­nia jesie­nią pod kocy­kiem z kub­kiem kakao. Taki, po któ­rym jest nam dobrze, a nie się boimy. Ja się do tego prze­ko­na­łam i jako prze­ryw­nik pomię­dzy tą moc­ną lite­ra­tu­rą lubię się­gnąć po coś mniej dobijającego.

0 likes
Close