biografia / Książki

Dwie samotności

10 czerwca 2021

Tagi: , , , , , ,

Gabriel Garcia Marquez
Mario Vargas Llosa
„Dwie samotności. Dialog mistrzów”
Wydawnictwo MUZA

Gabriel Garcia Marquez Mario Vargas Llosa "Dwie samotności. Dialog mistrzów" Wydawnictwo MUZA

Był rok 1967. Lima. Marqu­ez wła­śnie wydał swo­je arcy­dzie­ło „Sto lat samot­no­ści”. Llo­sa był już zna­ny dzię­ki swo­je­mu „Zie­lo­ne­mu domo­wi”. Pisa­rze spo­tka­li się 5 wrze­śnia na pre­lek­cji w Kra­jo­wej Wyż­szej Szko­le Inży­nie­rii, gdzie mie­li poroz­ma­wiać o lite­ra­tu­rze. Przede wszyst­kim o spe­cy­fi­ce lite­ra­tu­ry ibe­ro­ame­ry­kań­skiej, któ­ra prze­ży­wa­ła wła­śnie świa­to­wy boom. Cor­ta­zar, Fuen­tes, Bor­ges – to tyl­ko nie­któ­re nazwi­ska, poza uczest­ni­ka­mi dys­ku­sji – któ­ry­mi inte­re­so­wa­li się czy­tel­ni­cy na całym świecie.

Zde­cy­do­wa­li­śmy mia­no­wi­cie, że spra­wą naj­waż­niej­szą jest podą­żać za wła­snym pisar­skim powo­ła­niem, a czy­tel­ni­cy zda­li sobie z tego spra­wę. Kie­dy książ­ki sta­ły się napraw­dę dobre, poja­wi­li się czy­tel­ni­cy. To coś wspa­nia­łe­go. I dla­te­go wła­śnie uwa­żam, że to jest boom czytelników.

Dia­log mistrzów nie jest do koń­ca dia­lo­giem. To bar­dziej wywiad z Marqu­ezem. Llo­sa w tej roz­mo­wie usu­wa się w cień, zada­je pyta­nia i komen­tu­je, spro­wa­dza­jąc spo­tka­nie na inte­re­su­ją­cy go kie­ru­nek. Pozo­sta­je pra­wie nie widocz­ny. Cho­ciaż to on był bar­dziej popu­lar­ny wśród słu­cha­czy i był u sie­bie, daje Marqu­ezo­wi moż­li­wość powie­dze­nia, co myśli. Duża część roz­mo­wy sku­pia się na „Stu latach samot­no­ści”, na histo­rii powsta­nia powie­ści, na tym, ile w niej praw­dy i ile bli­skich pisa­rzo­wi histo­rii. Po prze­czy­ta­nie „Dwóch samot­no­ści” świat z Macon­do nabie­ra nie­co inne­go wymiaru.

Kim jest pisarz?

To pyta­nie musia­ło paść, kie­dy dwóch twór­ców roz­ma­wia o lite­ra­tu­rze. Maqru­ez prze­kor­nie mówi, że został pisa­rzem, bo chciał, żeby przy­ja­cie­le go podzi­wia­li oraz nie nada­wał się do żad­ne­go inne­go zawo­du. Z cza­sem podzi­wia­li go nie tyl­ko naj­bliż­si, ale tak­że cały świat. A on sam zro­zu­miał, że pisa­nie ma siłę zmie­nia­nia świa­ta, prze­ka­zy­wa­nia swo­ich myśli i poglą­dów. I że tyl­ko to jest dla nie­go ważne.

Pisa­nie to powo­ła­nie wyklu­cza­ją­ce wszyst­ko inne, resz­ta jest dru­go­rzęd­na; jedy­ne, cze­go się pra­gnie – to pisać.

Widać w tym, co mówi Marqu­ez pew­ność sie­bie. Cho­ciaż jego karie­ra dopie­ro nabie­ra­ła tem­pa, pisa­rzo­wi nie bra­ku­je wie­dzy (cho­ciaż to Llo­sa jest lep­szym teo­re­ty­kiem lite­ra­tu­ry) i dobre­go rozu­mie­nia świa­ta. Świa­ta, któ­ry w latach 60. w Ame­ry­ce Połu­dnio­wej nie był łatwy do zro­zu­mie­nia i do życia.

Realizm czy magia

Sto lat samot­no­ści” i wie­le innych ksią­żek Ame­ry­ki Łaciń­skiej okre­śla­nych jest mia­nem reali­zmu magicz­ne­go. Oka­zu­je się, że z punk­tu widze­nia miesz­kań­ca Kolum­bii, Peru czy Wene­zu­eli jest bar­dziej realizm niż magia. Auto­rzy czer­pią z histo­rii opo­wia­da­nych przez bab­cie, z lokal­nych wspo­mnień i legend, a nie z wła­snej wyobraź­ni i fan­ta­zji. Taki jest ich świat. Te naj­bar­dziej nie­sa­mo­wi­te wyda­rze­nia, któ­ry mia­ły miej­sce w Macon­do krą­ży­ły wśród ludzi w oto­cze­niu pisa­rza naprawdę.

Uwa­żam, że zwłasz­cza Sto lat samot­no­ści nale­ży do lite­ra­tu­ry reali­stycz­nej, a to dla­te­go, że w moim odczu­ciu w Ame­ry­ce Łaciń­skiej wszyst­ko jest moż­li­we, wszyst­ko jest rze­czy­wi­ste. To kwe­stia warsz­ta­to­wa, to zale­ży od tego, na ile pisarz ma kło­pot z prze­kształ­ce­niem zda­rzeń z Ame­ry­ki Łaciń­skiej cał­ko­wi­cie real­nych z oba­wy, że w powie­ści zabrzmia­ły­by nie­wia­ry­god­nie. Rzecz w tym, że my pisa­rze laty­no­ame­ry­kań­scy, nie uświa­da­mia­my sobie, ile nie­zwy­kłej fan­ta­zji kry­je się w bab­ci­nych opowieściach.

Roz­mo­wę pisa­rzy uzu­peł­nia­ją wspo­mnie­nia obec­nych na sali gości, któ­rzy dzie­lą się swo­imi wra­że­nia­mi ze spo­tka­nia. Spo­tka­nia, któ­re było dla spo­łecz­no­ści w Peru wyda­rze­niem nie­zwy­kłym. Nie na co dzień moż­na bowiem spo­tkać w jed­nej sali dwóch przy­szłych lau­re­atów Nagro­dy Nobla (cho­ciaż może wte­dy jesz­cze nie zakła­da­no, że obaj otrzy­ma­ją to wyróż­nie­nie). Te wspo­mnie­nia przy­po­mi­na­ją nam też dosyć moc­no o tym, że roz­mo­wa mia­ła miej­sce ponad 50 lat temu, w zupeł­nie innej rze­czy­wi­sto­ści – zarów­no poli­tycz­nej, jak i literackiej.

Ta książ­ka to dosko­na­ły spo­sób na pozna­nie i zro­zu­mie­nie Gabrie­la Gar­cii Marqu­eza. Przy­bli­ża nam jego oraz świat, w któ­rym żył i któ­ry opi­sy­wał. Zaj­rza­łam do swo­jej biblio­tecz­ki, do ksią­żek, któ­re zosta­ły mi po bab­ci. Zna­la­złam tam pięć pozy­cji Marqu­eza, któ­rych jesz­cze nie czy­ta­łam (za to pole­cam „Jesień patriar­chy”, któ­ra kil­ku­krot­nie zosta­ła wspo­mnia­na w roz­mo­wie). Dla odmia­ny bab­cia nie czy­ty­wa­ła Llo­sy. Prze­ło­ży­łam je w bar­dziej widocz­ne miej­sce, żeby się­gnąć po nie kie­dyś. Może teraz ina­czej spoj­rzę na opi­sy­wa­ny przez kolum­bij­skie­go pisa­rza świat.

 

0 likes
Close