Książki / powieść

Jakub Kania

24 maja 2026

O powie­ściach Macie­ja Siem­bie­dy dowie­dzia­łam się jakieś dwa lata temu pod­czas spo­tka­nia z auto­rem na festi­wa­lu lite­rac­kim „Gra­na­to­we Góry”. Od razu zacie­ka­wi­ło mnie, jak autor opo­wia­dał o rese­ar­chach, któ­re robi do ksią­żek, o poszu­ki­wa­niu pomy­słów na zagad­ki w praw­dzi­wych histo­riach, o pró­bie roz­gry­za­nia nie­roz­wią­za­nych zaga­dek i zbrod­ni. A że kry­mi­na­ły to moja ulu­bio­na lite­ra­tu­ra gatun­ko­wa, to zaraz po powro­cie do domu się­gnę­łam po „444” – pierw­szą książ­kę z cyklu o Jaku­bie Kani. I total­nie wsią­kłam. Nie­daw­no wyszedł kolej­ny, ósmy już tom przy­gód byłe­go już pro­ku­ra­to­ra IPN pt. „Upiór” i przy­znam, że cho­ciaż rzad­ko rzu­cam się na nowo­ści w tym przy­pad­ku od razu wzię­łam się za lek­tu­rę. Bo w tych książ­kach jest coś, co spra­wia, że czy­ta się je z zacie­ka­wie­niem i napię­ciem. Wart­ka akcja, dobrze zbu­do­wa­na fabu­ła, mnó­stwo histo­rycz­nych fak­tów i tajem­nic oraz zaska­ku­ją­ce rozwiązanie.

Kim jest Jakub Kania

Za suk­ce­sem tej serii ksią­żek stoi zapew­ne postać głów­ne­go boha­te­ra. Jakub Kania, na począt­ku pra­cu­ją­cy jako pro­ku­ra­tor IPN, a potem w towa­rzy­stwie ubez­pie­cze­nio­wym to czło­wiek, nie­co iry­tu­ją­cy, ale też taki, któ­re­go nie moż­na nie lubić. Nie­zwy­kle inte­li­gent­ny, prze­ni­kli­wy, skru­pu­lat­ny i bystry, a do tego dążą­cy do praw­dy za wszel­ką cenę. I nie tyl­ko ze wzglę­du na swo­ją detek­ty­wi­stycz­ną żył­kę, ale tak­że z powo­du wro­dzo­nej moral­no­ści i uczci­wo­ści. Nie może pozwo­lić, żeby coś zosta­ło nie­wy­ja­śnio­ne lub żeby na świe­cie nie było spra­wie­dli­wo­ści. Dla­te­go czę­sto pro­wa­dzi śledz­two nie dla­te­go, że zosta­ło mu to zle­co­ne przez pra­co­daw­ców, lecz z wła­snej potrzeby.

Siem­bie­da stwo­rzył jed­nak boha­te­ra, któ­ry jest nie tyl­ko śled­czym, ale tak­że mężem, ojcem, synem. W tle kolej­nych spraw nie bra­ku­je ele­men­tów z pry­wat­ne­go życia Kani. To postać nie­zwy­kle auten­tycz­na, któ­ra obok swo­jej zawo­do­wej dosko­na­ło­ści ma wie­le nie­do­sko­na­ło­ści w życiu prywatnym.

Historia miesza się z fikcją

Punk­tem wyj­ścia do każ­dej powie­ści Macie­ja Siem­bie­dy jest jakaś praw­dzi­wa histo­ria. Autor ma nie­zwy­kły dar znaj­dy­wa­nia w pra­sie, w innych książ­kach, w doku­men­tach tajem­ni­czych wyda­rzeń, któ­re moż­na roz­wi­nąć. W kolej­nych tomach mamy do czy­nie­nia m.in. z zagi­nio­nym kil­ku­krot­nie obra­zem Jana Matej­ki „Chrzest War­neń­czy­ka”, z wyjąt­ko­wo cen­ny­mi dia­men­ta­mi oszli­fo­wa­ny­mi pod­czas II woj­ny świa­to­wej, kopią obra­zu Mat­ki Boskiej Czę­sto­chow­skiej czy fał­sze­rza­mi dzieł mala­rzy rene­san­so­wych. Za każ­dym razem, cho­ciaż sama część kry­mi­nal­na jest cał­ko­wi­tą fik­cją, w książ­kach znaj­du­je się zalą­żek praw­dy. A czy­ta­jąc książ­ki Siem­bie­dy zasta­na­wia­my się, ile.

Precyzja językowa

Muszę przy­znać, że Maciej Siem­bie­da w wyjąt­ko­wy spo­sób ope­ru­je sło­wem. Mało któ­ry pisarz z taką dokład­no­ścią i takim przy­wią­za­niem do szcze­gó­łów opi­su­je świat. Dzię­ki temu jego książ­ki moc­no dzia­ła­ją na wyobraź­nię (co praw­da nie zosta­wia­ją też czę­sto pola do domy­słów). Wie­my jaki kolor swe­tra miał boha­ter, z jaki­mi owo­ca­mi zamó­wił cia­sto, jaki dywan leżał na pod­ło­dze poko­ju czy po któ­rej stro­nie uli­cy stoi budy­nek. Każ­dy detal ma zna­cze­nie. I cho­ciaż przez te szcze­gó­ło­we opi­sy książ­ki nie nale­żą do naj­cień­szych, to czy­ta się je bar­dzo spraw­nie. Nie są to bowiem roz­wle­czo­ne opi­sy nic nie wno­szą­ce do fabu­ły, lecz dyna­micz­ne fak­ty, któ­re poma­ga­ją nam lepiej odna­leźć się w opi­sy­wa­nym świecie.

Do tej pory wyszło osiem ksią­żek z cyklu z Jaku­bem Kanią

  • 444”,
  • Miej­sce i imię”,
  • Wotum”,
  • Kukły”,
  • Koły­san­ka”,
  • Orient”,
  • Sobo­wtór”,
  • Upiór”.

Odsłu­cha­ny wła­śnie przez mnie nie­daw­no „Upiór” opo­wia­da o tafe­fo­bii, czy­li lęku przed pocho­wa­niem żyw­cem. Cier­pią na to zarów­no głów­ny boha­ter powie­ści, jak i nasz nobli­sta Wła­dy­sław Reymont.

Cykl ksią­żek Macie­ja Siem­bie­dy to chy­ba jedy­na seria, któ­rą prze­czy­ta­łam w cało­ści. W więk­szo­ści przy­pad­ków porzu­ca­łam jakiś cykl po 2, mak­sy­mal­nie trzech tomach. W tym przy­pad­ku jed­nak każ­dy kolej­ny tom oka­zy­wał się rów­nie cie­ka­wy, jak poprzed­ni. No i co naj­waż­niej­sze, sta­no­wi odręb­ną histo­rię, więc nie trze­ba pamię­tać szcze­gó­łów, o któ­rych czy­ta­ło się dwa lata temu.

0 likes
Close