Małgorzata Lebda
„Łakome”
Wydawnictwo Znak
Uwielbiam w książkach słowa. Zachwycam się pięknymi zdaniami, takimi, które działają na wszystkie zmysły. Zaczytuję się w powieściach, z których biją emocje. Są takie pisarki i pisarze (chociaż właśnie częściej pisarki), które umieją pisać książki, którymi można się delektować. Można je smakować po kawałku jak ciasto, w którym słodkość miesza się z goryczą. Tak właśnie czułam się czytając „Łakome” Małgorzaty Lebdy. Mam wrażenie, że jak poetka bierze się za pisanie prozy, to musi wyjść z tego coś wspaniałego. Bo kto, jak nie poetka, umie właśnie dobierać słowa?
Babcia umiera. Na tym zdaniu można by skończyć opisywanie fabuły „Łakomych”. Każdego dnia i na każdej stronie powoli znika, słabnie, cichnie. W tym wszystkim towarzysz jej mąż, wnuczka i Ann. To właśnie oczami wnuczki, która wraca na jakiś czas do rodzinnej wsi Maj, widzimy wszystko, co dzieje się w babci i dookoła. Widzimy zapadające się oczy i krowę sąsiadów. Widzimy chudnące ciało i kwitnące drzewa.
Mówię: Wiesz, zawsze chciałam być suką tej wsi, mieć cały Maj na własność. Nie znać granic. Kusiło mnie, żeby być daleko od tego, co ludzkie. Mieć psie ciało i zgodnie z nim postępować, ulegać głodowi, niczego sobie nie odmawiać. Łasić się tylko do wybranych, podgryzać i oszczekiwać wszystko inne. Być wybredną suką. Kochać jednego człowieka, wobec niego mieć obowiązki, jego słuchać. I jeszcze: znikać na wiele dni. Mieć do tego prawo, korzystać.
Czy umieranie może być piękne? Babcia narratorki ma możliwość umierania wśród bliskich, w swoim domu, w swoim świecie. Jej choroba łączy wszystkich dookoła, łączy z czułością i miłością. I chociaż każdy daje babci coś innego – wnuczka przeczyta wiersz, a dziadek wyremontuje pokój, żeby było ciepło, to razem dają wszystko, co najważniejsze. Co sprawia, że jeszcze jeden dzień, jeszcze nie dzisiaj. Odchodzenie kogoś bliskiego bywa trudne, wymagające, ale i wzruszające. Wtedy człowiek widzi inaczej. Zarówno fizycznie, jak i emocjonalnie. Skóra staje się bardziej wiotka, powoli pęka, pamięć zaczyna zawodzić. Wszystko się rozpada, kruszy na małe kawałki.
W kontrze do tego umierania jest życie. Życie młodej wnuczki i życie przyrody. Ta druga jest niezwykle ważną częścią powieści. Babcia Róża ponad wszystko powiem ceni żywe istoty, nawet muchy nie dałaby skrzywdzić. Małgorzata Lebda pisze z wyjątkową wrażliwością, z umiejętnością dostrzegania detali. Łączenia rzeczy codziennych z wyjątkowymi. Pokazuje, że człowiek jest częścią większego świata, jest częścią świata przyrody. Potrafi zbudować szczere, intymne wręcz relacje między bohaterami, a towarzyszącymi im zwierzętami. Chociaż najbardziej wzruszające momenty to te, gdzie znowu jest śmierć – psa lub lista. Tylko, że przyroda ma to do siebie, że żyje w cyklu – często umiera i budzi się na nowo. Z ludźmi już tak nie jest.
Tę książkę czyta się spokojnie. Każdy rozdział jest osobnym bytem. Można się po nim zatrzymać na chwilę, poczekać. Dać się wsłuchać w bicie serca babci, spokojny oddech śpiącej Ann i śpiew ptaków. Odsuwać od siebie szybkie skończenie lektury, tak jak chcemy odsunąć od siebie śmierć.


