Książki / powieść

Czy umieranie może być piękne?

27 czerwca 2026

Tagi: , , , ,

Małgorzata Lebda
„Łakome”
Wydawnictwo Znak

Uwiel­biam w książ­kach sło­wa. Zachwy­cam się pięk­ny­mi zda­nia­mi, taki­mi, któ­re dzia­ła­ją na wszyst­kie zmy­sły. Zaczy­tu­ję się w powie­ściach, z któ­rych biją emo­cje. Są takie pisar­ki i pisa­rze (cho­ciaż wła­śnie czę­ściej pisar­ki), któ­re umie­ją pisać książ­ki, któ­ry­mi moż­na się delek­to­wać. Moż­na je sma­ko­wać po kawał­ku jak cia­sto, w któ­rym słod­kość mie­sza się z gory­czą. Tak wła­śnie czu­łam się czy­ta­jąc „Łako­me” Mał­go­rza­ty Leb­dy. Mam wra­że­nie, że jak poet­ka bie­rze się za pisa­nie pro­zy, to musi wyjść z tego coś wspa­nia­łe­go. Bo kto, jak nie poet­ka, umie wła­śnie dobie­rać słowa?

Bab­cia umie­ra. Na tym zda­niu moż­na by skoń­czyć opi­sy­wa­nie fabu­ły „Łako­mych”. Każ­de­go dnia i na każ­dej stro­nie powo­li zni­ka, słab­nie, cich­nie. W tym wszyst­kim towa­rzysz jej mąż, wnucz­ka i Ann. To wła­śnie ocza­mi wnucz­ki, któ­ra wra­ca na jakiś czas do rodzin­nej wsi Maj, widzi­my wszyst­ko, co dzie­je się w bab­ci i dooko­ła. Widzi­my zapa­da­ją­ce się oczy i kro­wę sąsia­dów. Widzi­my chud­ną­ce cia­ło i kwit­ną­ce drzewa.

Mówię: Wiesz, zawsze chcia­łam być suką tej wsi, mieć cały Maj na wła­sność. Nie znać gra­nic. Kusi­ło mnie, żeby być dale­ko od tego, co ludz­kie. Mieć psie cia­ło i zgod­nie z nim postę­po­wać, ule­gać gło­do­wi, nicze­go sobie nie odma­wiać. Łasić się tyl­ko do wybra­nych, pod­gry­zać i oszcze­ki­wać wszyst­ko inne. Być wybred­ną suką. Kochać jed­ne­go czło­wie­ka, wobec nie­go mieć obo­wiąz­ki, jego słu­chać. I jesz­cze: zni­kać na wie­le dni. Mieć do tego pra­wo, korzystać. 

Czy umie­ra­nie może być pięk­ne? Bab­cia nar­ra­tor­ki ma moż­li­wość umie­ra­nia wśród bli­skich, w swo­im domu, w swo­im świe­cie. Jej cho­ro­ba łączy wszyst­kich dooko­ła, łączy z czu­ło­ścią i miło­ścią. I cho­ciaż każ­dy daje bab­ci coś inne­go – wnucz­ka prze­czy­ta wiersz, a dzia­dek wyre­mon­tu­je pokój, żeby było cie­pło, to razem dają wszyst­ko, co naj­waż­niej­sze. Co spra­wia, że jesz­cze jeden dzień, jesz­cze nie dzi­siaj. Odcho­dze­nie kogoś bli­skie­go bywa trud­ne, wyma­ga­ją­ce, ale i wzru­sza­ją­ce. Wte­dy czło­wiek widzi ina­czej. Zarów­no fizycz­nie, jak i emo­cjo­nal­nie. Skó­ra sta­je się bar­dziej wiot­ka, powo­li pęka, pamięć zaczy­na zawo­dzić. Wszyst­ko się roz­pa­da, kru­szy na małe kawałki.

W kontrze do tego umie­ra­nia jest życie. Życie mło­dej wnucz­ki i życie przy­ro­dy. Ta dru­ga jest nie­zwy­kle waż­ną czę­ścią powie­ści. Bab­cia Róża ponad wszyst­ko powiem ceni żywe isto­ty, nawet muchy nie dała­by skrzyw­dzić. Mał­go­rza­ta Leb­da pisze z wyjąt­ko­wą wraż­li­wo­ścią, z umie­jęt­no­ścią dostrze­ga­nia deta­li. Łącze­nia rze­czy codzien­nych z wyjąt­ko­wy­mi. Poka­zu­je, że czło­wiek jest czę­ścią więk­sze­go świa­ta, jest czę­ścią świa­ta przy­ro­dy. Potra­fi zbu­do­wać szcze­re, intym­ne wręcz rela­cje mię­dzy boha­te­ra­mi, a towa­rzy­szą­cy­mi im zwie­rzę­ta­mi. Cho­ciaż naj­bar­dziej wzru­sza­ją­ce momen­ty to te, gdzie zno­wu jest śmierć – psa lub lista. Tyl­ko, że przy­ro­da ma to do sie­bie, że żyje w cyklu – czę­sto umie­ra i budzi się na nowo. Z ludź­mi już tak nie jest.

Tę książ­kę czy­ta się spo­koj­nie. Każ­dy roz­dział jest osob­nym bytem. Moż­na się po nim zatrzy­mać na chwi­lę, pocze­kać. Dać się wsłu­chać w bicie ser­ca bab­ci, spo­koj­ny oddech śpią­cej Ann i śpiew pta­ków. Odsu­wać od sie­bie szyb­kie skoń­cze­nie lek­tu­ry, tak jak chce­my odsu­nąć od sie­bie śmierć.

 

0 likes
Close