Filmy / Kino europejskie

w pamięci miłorzębu

25 maja 2026

Milcząca przyjaciółka
reż. Ildikó Enyedi

Czy drze­wa umie­ją mówić? Pew­nie nie, a już na pew­no nie w języ­ku zro­zu­mia­łym dla ludzi. Czy umie­ją słu­chać? Tego na razie nie wie­my i być może nigdy się nie dowie­my. Ale jak powie­dzia­łem jeden z boha­te­rów fil­mu „Być może one obser­wu­ją nas tak, jak my je”.

Mil­czą­ca przy­ja­ciół­ka” rośnie w ogro­dzie bota­nicz­nym na tere­nie nie­miec­kiej uczel­ni. Jest kobie­tą, cho­ciaż kobie­ty z tej gatun­ku podob­no brzyd­ko pach­ną. Za to pięk­nie wyglą­da­ją. Nie jest zbyt mło­da, może mieć nawet kil­ka­set lat. A nazy­wa się miło­rząb japoń­ski. To ona łączy ludzi, któ­rzy nigdy się nie spo­tka­li. Pamię­ta kil­ka poko­leń tych, co sia­da­li pod jej kona­ra­mi. Wśród tych setek ludzi, któ­rzy spa­ce­ro­wa­li po ogro­dzie bota­nicz­nym nale­żą­cym do uni­wer­sy­te­tu naj­bar­dziej zapa­mię­ta­ła trój­kę – mło­dą dziew­czy­nę, któ­ra jako pierw­sza kobie­ta dosta­ła się na stu­dia na począt­ku dwu­dzie­ste­go wie­ku, poszu­ku­ją­ce­go swo­je­go miej­sca gru­pie rówie­śni­czej stu­den­ta, któ­re­mu obce były straj­ki lat 70. XX wie­ku oraz pocho­dzą­ce­go z Hon-Kon­gu pro­fe­so­ra neu­ro­bio­lo­gii, któ­re­go pan­de­mia covi­do­wa uzie­mi­ła w murach kam­pu­su. Cała ta trój­ka czu­je się samot­na i wyob­co­wa­na, każ­dy z boha­te­rów nie pasu­je do miej­sca, w któ­rym się zna­lazł. Ze wzglę­du na płeć, poglą­dy, cha­rak­ter czy pocho­dze­nie. I dla­te­go znaj­du­ją oni spo­kój w rośli­nach. Tyl­ko one nie kry­ty­ku­ją, nie komen­tu­ją, nie odrzu­ca­ją. Może nie odpo­wie­dzą nam, ale pro­wa­dzo­ne przez dwój­kę boha­te­rów eks­pe­ry­men­ty poka­zu­ją, że coś jed­nak mogą rozu­mieć. Co dokład­nie? Tego jesz­cze nie uda­ło się zbadać.

Miło­rząb to cichy boha­ter całe­go fil­mu. Tytu­ło­we okre­śle­nie go (jej) „przy­ja­ciół­ką” nie jest prze­sa­dzo­ne. To pod nim nasz dziew­czy­na może dać upust emo­cjom, któ­re wywo­łu­je w niej szo­wi­ni­stycz­na uczel­nia. To bada­nie jej zacho­wa­nia nada­je sens i poma­ga prze­trwać pan­de­mię pro­fe­so­ro­wi Won­go­wi. Gdy nie mamy innych przy­ja­ciół, gdy nie ma niko­go obok, takie drze­wo może oka­zać się wyjąt­ko­wo bli­skie. Cza­sa­mi zresz­tą potrze­bu­je­my w życiu ciszy. Cza­sa­mi potrze­bu­je­my tyl­ko bez­piecz­ne­go schro­nie­nia i nicze­go więcej. 

Świat przy­ro­dy jest dla nas cią­gle tajem­ni­czy. Pomi­mo tech­no­lo­gii i wie­lu pro­wa­dzo­nych badań, nadal nie potra­fi­my jed­no­znacz­nie odpo­wie­dzieć na pyta­nie, co rośli­ny czu­ją, czy potra­fią myśleć i jak dokład­nie reagu­ją na ludz­ką obec­ność. To nie­zwy­kle fascy­nu­ją­ce, że nie jeste­śmy w odpo­wie­dzieć sobie na pyta­nie, jak napraw­dę wyglą­da życie drzew „od środ­ka”. Wybór bli­sko­ści miło­rzę­bu nie jest dla boha­te­rów fil­mu przy­pad­ko­wy. Każ­dy z nich na swój spo­sób i na moż­li­wo­ści swo­ich cza­sów budu­je intym­ną więź z przy­ro­dą. Pró­bu­je uwiecz­nić ją na zdję­ciach lub wyczuć, jakie sygna­ły wysy­ła. Jed­no­cze­śnie oka­zu­je się, że to wca­le nie nauko­we bada­nia, ale intu­icja i empa­tia zbli­ża­ją nas do świa­ta roślin naj­bar­dziej. I cho­ciaż począt­ko­wo nie­któ­rzy pod­cho­dzą do drze­wa scep­tycz­nie, szyb­ko prze­ko­nu­ją się, że może ono być cie­kaw­sze niż ludzie.

0 likes
Close