Filmy / Kino polskie

Gang niebieskiej kominiarki

27 listopada 2025

Mini­stran­ci”
reż. Piotr Domalewski

Małe mia­stecz­ko, duże pro­ble­my i gru­pa czte­rech chłop­ców. Łączy ich przy­jaźń oraz wia­ra w Boga. No i chęć nie­sie­nie dobra innym ludziom oraz lek­ka naiw­ność. „Mini­stran­ci” to opo­wieść o mało­mia­stecz­ko­wych Robin Hoodach, któ­rzy jed­nak czy­niąc dobro muszą się zmie­rzyć z wie­lo­ma prze­szko­da­mi i nauczyć, że życie jest jesz­cze trud­niej­sze niż im się wydawało.

Czwór­ka głów­nych boha­te­rów ma po kil­ka­na­ście lat, nagry­wa hipho­po­we pio­sen­ki, cho­dzi do szko­ły, a popo­łu­dnia­mi słu­ży do Mszy w koście­le. Sta­no­wią zgra­ną pacz­kę, cho­ciaż pocho­dzą z zupeł­nie róż­nych domów świet­nie się doga­du­ją. Ich wia­ra w dobro tego świa­ta zosta­je jed­nak zbu­rzo­na – naj­pierw przez nie­spra­wie­dli­wy wynik kon­kur­su dla mini­stran­tów, potem zaś gdy dowia­du­ją się, że dat­ki skła­da­ne na potrze­bu­ją­cych tra­fia­ją nie tam, gdzie powin­ny. Posta­na­wia­ją wziąć spra­wy w swo­je ręce i roz­dać kasę tym, któ­rym się nale­ży two­rząc „gang nie­bie­skiej komi­niar­ki”. Od pro­ste­go pod­rzu­ca­nia ludziom kopert z gotów­ką prze­cho­dzą do dużo poważ­niej­szych spraw, któ­re teo­re­tycz­nie wykra­cza­ją zna­czą­co poza ich mło­dzień­cze moż­li­wo­ści. Kie­dy odkry­wa­ją, co dzie­je się w domu ich kole­żan­ki z kościel­ne­go chó­ru cała spra­wa prze­sta­je być tyl­ko dzie­cię­cą zaba­wą. Odkry­wa­ją, że w świe­cie jest kłam­stwo, obłu­da, prze­moc i hipo­kry­zja. Film bowiem oprócz świet­nie zro­bio­nych wąt­ków kome­dio­wych poka­zu­je mnó­stwo dra­ma­tu – prze­moc w rodzi­nie, zanie­dba­nie, bie­dę czy depresję.

Świet­nie oglą­da­ło się na ekra­nie akto­rów wcie­la­ją­cych się w naszych mło­dych boha­te­rów. Tobiasz Waj­da, Bru­no Błach-Baar, Miko­łaj Jusz­czyk i Filip Jusz­czyk, cho­ciaż dopie­ro debiu­tu­ją potra­fią odna­leźć się na ekra­nie. Widać, że reży­ser nie silił się na nic i pozwo­lił im być sobą. Bar­dzo czę­sto dia­lo­gi czy zacho­wa­nia odsta­ją od natu­ral­no­ści nasto­lat­ków, tutaj jed­nak czuć, że jest to napraw­dę świat, w jakim żyją mło­dzi ludzie, a nie taki, jaki stwo­rzy­li im na potrze­by kina doro­śli. Jest w tym gra­niu wie­le swo­bo­dy i luzu, jest jakaś natu­ral­na cha­ry­zma i dzie­cię­ca energia.

W pol­skich fil­mach o Koście­le mówi się róż­nie. Z jed­nej stro­ny mie­li­śmy „Kler” Woj­cie­cha Sma­żow­skie­go, któ­ry poka­zy­wał naj­więk­sze zło księ­ży, z dru­giej zaś np. „Joh­ne­go” o praw­dzi­wej miło­ści i dobru. W tym wszyst­kim „Mini­stran­ci” pla­su­ją się gdzieś po środ­ku – zde­rza­ją ze sobą chci­wych księ­ży z dobry­mi chło­pa­ka­mi słu­żą­cy­mi do Mszy. Poka­zu­ją, że cho­ciaż nie­raz insty­tu­cja zawo­dzi, to Bóg i wia­ra mogą dać ludziom wie­le dobre­go. W fil­mie wyraź­nie widać, że ido­lem boha­te­rów jest Jezus i chcą go naśla­do­wać w tym naj­lep­szym zna­cze­niu. Tro­chę po swo­je­mu, tro­chę w mło­dzie­żo­wy spo­sób, ale czer­pią z nie­go odpo­wie­dzial­ność za dru­gie­go czło­wie­ka, potrze­bę dawa­nia innym czy bez­in­te­re­sow­nej pomo­cy. Dosta­je­my bar­dzo cie­ka­we zesta­wie­nie insty­tu­cji z chrze­ści­jań­skim duchem.

Tym, co jesz­cze urze­kło mnie w fil­mie Pio­tra Doma­lew­skie­go jest przy­jaźń. Taka przy­jaźń „jeden za wszyst­kich, wszy­scy za jed­ne­go”. Cho­ciaż jak to w mło­dzień­czym świe­cie bywa, chło­pa­ki kłó­cą się, obra­ża­ją na sie­bie, to jed­nak nigdy nie zosta­wią dru­gie­go w potrze­bie. Jak mówi Mały Kur­czak „Jezus się dał za bić, że nie­zna­jo­mych, a ja nie mam się przy­znać do ziomków?”. 

Rzad­ko zachwy­ca mnie pol­skie kino, bo rzad­ko moż­na tra­fić w nim coś świe­że­go, ory­gi­nal­ne­go i jed­no­cze­śnie mało pate­tycz­ne­go. Ale „Mini­stran­ci” tacy nie są. Są swoj­scy, są auten­tycz­ni. I dla­te­go war­to zoba­czyć ten film.

0 likes
Close