Książki / powieść

niewidzialni

30 listopada 2021

Roy Jacobsen
„Niewidzialni”
Wydawnictwo Poznańskie
Seria Pisarzy Skandynawskich

Popły­nę­łam gdzieś dale­ko. Cho­ciaż niby wyda­wać by się mogło, że bli­sko. Na pół­noc Nor­we­gii. Na malut­ką wysep­kę Bar­røy, któ­rą zamiesz­ku­je jed­na zale­d­wie rodzi­na. Pięć osób. Senior rodu Mar­tin, jego dzie­ci Bar­bro i Hans, żona Han­sa Maria i ich cór­ka Ingrid. Od cza­su do cza­su poja­wia się ktoś obcy, jed­nak zaraz zni­ka. Bo wyspa jest zbyt mała, żeby pomie­ścić wię­cej osób. I zbyt odle­gła, żeby ktoś chciał tam zostać na dłu­żej. Cof­nę­łam się w cza­sie o nie­ca­łe 100 lat, ale ma wra­że­nie, jak­bym cof­nę­ła się do zupeł­nie innej epo­ki. Znaj­du­ję się w świe­cie, w któ­ry dopie­ro powo­li wkra­cza­ją cywi­li­za­cyj­ne wynalazki.

Życiem na Bar­røy kie­ru­je natu­ra, a czło­wiek musi się jej pod­po­rząd­ko­wać i toczyć nie­ustan­ną wal­kę z żywio­ła­mi. Kie­dy sztorm nisz­czy ścia­ny szo­py lub susza odbie­ra szan­sę na ostat­nią kro­plę wody rodzi­na przyj­mu­je to z poko­rą. Codzien­ność miesz­kań­ców wyspy wyzna­cza­ją pory roku – zimą Hans wypły­wa na Lof­fe­ty na połów, latem trze­ba zadbać o upra­wę i zebrać ziem­nia­ki. Życie rodzi­ny cha­rak­te­ry­zu­je cyklicz­ność wie­lu wyda­rzeń. Cyklicz­ność, któ­ra w pew­nym momen­cie zosta­je zabu­rzo­na. Naj­pierw przez nie­wiel­ki wypa­dek Han­sa, potem zaś przez posta­wie­nie latar­ni mor­skiej. A potem przez jesz­cze inne wyda­rze­nia, któ­rych nie będę zdradzać.

Są jaj­ka i wio­sen­ne pra­ce w polu, puch, peł­ne spo­ko­ju let­nie mie­sią­ce, kie­dy pra­cu­ją na okrą­gło przez całą dobę, póź­niej zaś nad­cho­dzi jesień, a wów­czas napraw­dę powsta­je przy­stań, nie pomost z nasą­czo­nych smo­łą drew­nia­nych pni, jak pla­no­wa­li, tyl­ko keja z muro­wa­ne­go kamie­nia, a dzie­je się tak dzię­ki temu, że nie wszyst­ko w szczę­śli­wym dzie­ciń­stwie Ingrid jed­nak jest takie, jak powinno.

Świat stwo­rzo­ny przez Roya Jacob­se­na jest suro­wy. Tak samo suro­wy jest język, jakim pisze autor. Może wyda­wać się, że to książ­ka bez emo­cji, suche fak­ty, czyn­no­ści, któ­re trze­ba wyko­nać. Ale to wła­śnie emo­cje, któ­re poka­zu­ją miesz­kań­cy wyspy. A raczej te, któ­rych nie poka­zu­ją. Bo żyjąc na malut­kiej wyspie nie ma cza­su na emo­cje, na roz­my­śla­nia, na wewnętrz­ne roz­wa­ża­nia. Trze­ba dzia­łać, czas wyko­rzy­stać mak­sy­mal­nie, zanim zmia­na pogo­dy lub pory roku pokrzy­żu­je nam pla­ny. Cho­ciaż Jacob­sen pisze bez zbęd­nych przy­miot­ni­ków, bez nie­po­trzeb­nych komen­ta­rzy, krót­ko i kon­kret­nie, to wystar­czy, aby poczuć to, co czu­ją miesz­kań­cy Barrøy.

Ci ludzie są zro­dze­ni z zie­mi i połą­cze­ni z nią nie­ro­ze­rwal­ny­mi wię­za­mi, ale teraz ta zie­mia nie tyl­ko tkwi pod paznok­cia­mi i wbi­ta w pode­szwy stóp, jest rów­nież w porach skó­ry i w myślach, w uszach, wło­sach, oczach…

Nie­wi­dzial­ni” to dopie­ro począ­tek sagi o rodzi­nie Bar­røy. Cie­szę się, bo w pew­nym sen­sie polu­bi­łam boha­te­rów książ­ki. Cho­ciaż gdzieś tam cią­gle czu­ję dystans i wiem, że miesz­kań­cy nie do koń­ca wpu­ści­li mnie do swo­je­go świa­ta. Ale tacy już są Nor­we­go­wie z zim­nej pół­no­cy – pro­ści, zamknię­ci w sobie, zdy­stan­so­wa­ni, tro­chę obcy i nie­wi­dzial­ni dla ludzi ze sta­łe­go lądu.

Prze­ci­wień­stwo mię­dzy morzem a zie­mią żyło w nim zawsze w posta­ci nie­po­ko­ju i przy­cią­ga­nia: kie­dy jest na morzu, tęsk­ni za domem, a gdy zanu­rzy pal­ce w zie­mi, sta­le przy­ła­pu­je się na spo­glą­da­niu ku rybom i głębinie.

 

1 likes
Close