„Ojczyzna”
reż. Paweł Pawlikowski
Paweł Pawlikowski jest reżyserem, którego filmy można rozpoznać z daleka. Czarno-białe, świetnie skomponowane kadry, spokojne ujęcia i niewielu bohaterów. Oraz opowieść, w której historia jednostki jest ściśle związana z tą większą historią – kraju lub świata. Po nagrodzonej Oscarem „Idzie” i nominowanej do statuetki „Zimnej wojnie” odczekał aż osiem lat zanim nakręcił kolejny film – „Ojczyznę”. Widać pomiędzy filmami nie spieszy się mu tak samo, jak i w filmach.
Gdzie jest dom? Gdzie jest nasze miejsce? Gdzie jest nasza ojczyzna?
Tak można by określić pytania, na które odpowiedzi szuka reżyser „Ojczyzny”. Jego bohater, znany pisarz Tomasz Mann, jest z pochodzenia Niemcem. Ale Niemcem przedwojennym, a nawet lepiej można go określić przedhitlerowskim. Wielki bohater narodowy, laureat Literackiej Nagrody Nobla musi uciekać ze swojego kraju, aby chronić rodzinę i posiadającą żydowskie korzenie żonę. Wtedy Niemcy przestają być jego domem. Czy stają się nim Stany Zjednoczone? Też nie do końca. A może Szwajcaria, do której wyemigruje na ostatnie lata swego życia?
W swoim filmie Paweł Pawlikowski wraca z Mannem na chwilę do Niemiec w 1949. Kraju podzielonego na pół nie tylko fizycznie murem berlińskim, ale też mentalnie. Każda połowa potrzebuje bohatera, potrzebuje pokrzepienia i umocnienia wielkich Niemiec. I to właśnie odczyty pisarza mają w tym pomóc. Wizyta Manna w Niemczech związana jest także z otrzymaniem przez niego nagrody im. Goethego. Dostajemy więc najpierw zachodni Frankfurt, a potem wschodni Weimar.
Obok relacji Tomasza Manna jest jeszcze relacja z córką Eriką. Wierną towarzyszką jego podróży. Erika jest w filmie dużo bardziej asystentką i sekretarką Tomasza, niż jego córką. Częściej wysłuchuje jego przemówień niż emocji. Towarzyszy mu podczas konferencji prasowych i bankietów. Łączy ich więź intelektualna, ale czy też emocjonalna? Chociaż w tle akcji filmu dzieją się rzeczy dla bohaterów straszne, syn Tomasz Klaus popełnia samobójstwo, nie wyzwala to między nimi czułości. Nie przeżywają oni straty najbliższej (przynajmniej tak powinno być) osoby razem. Nie dzielą ze sobą żałoby. Jakby powinność wobec kraju, nawet takiego, który nas nie chciał, była ważniejsza od rodziny. A może Mann był bardziej pisarzem niż ojcem? A może duma z bycia kimś nie pozwalała mu przerwać wyjazdu. Erika i Tomasz jadą dalej w swoją misję podróży po kraju. Aż do zakończenia…

Czy „Ojczyzna” wnosi coś świeżego?
Paweł Pawlikowski nakręcił film piękny i mądry. Czasami miałam wrażenie, że zbyt mądry, zbyt przeintelektualizowany. A niestety pozbawiony emocji. Tomasz Mann jawił mi się przede wszystkim jako figura, jako mityczny pisarz, a nie człowiek z krwi i kości. Jego rozterki i dylematy były na poziomie ponad. Ponad tym, co zwykłe i ludzkie. Może na tym właśnie polegał jego geniusz? Dwie najbardziej emocjonalne i moim zdaniem najlepsze sceny dzieją się bez obecności Tomasza – początkowa rozmowa Eriki z bratem oraz moment, kiedy w swoim pokoju jeden jedyny raz krzyczy i wyrzuca z siebie rozpacz bo jego stracie. Zaraz potem jednak znowu siadamy do eleganckiego stołu i analizujemy, co warto powiedzieć do ludu, który przyjdzie wysłuchać pisarza.


