Są rzeczy, w których chcielibyśmy zapomnieć. Są wspomnienia, które najlepiej byłoby wymazać z głowy. Są miejsca, od których chcemy uciec jak najdalej i odciąć się od nich całkowicie. Ale czy tak się da? Czy możemy udawać, że to nie nasze? Na te właśnie pytania próbuje znaleźć odpowiedź zarówno Kazuo Ishiguro w swojej książce, jak i Kei Ishikawa w jej ekranizacji. „Pejzaż w kolorze sepii” zabiera nas w przeszłość – mieszkająca w Wielkiej Brytanii Etsuko zostaje poproszona przez swoją córkę Niko o powrót do wspomnień z powojennego Nagasaki i okoliczności wyjazdu z Japonii. Córka czuje, że chce poznać nieopowiedzianą nigdy przeszłość swojej matki. Przeszłość, która kryje wiele tajemnic.

Jak opowiadamy swoją przeszłość?
Zwłaszcza przeszłość, która nie była łatwa. Nagasaki po zrzuceniu przez Stany Zjednoczone bomby atomowej to było miasto-piekło. Każdy widział, każdy znał kogoś, kto zginął. Każdy nosił w sobie ryzyko choroby popromiennej. To ryzyko niejednokrotnie wykluczało, ograniczało, stygmatyzowało. Etsuka zaczyna więc snuć opowieść o swojej przeszłości i o poznanej po wojnie przyjaciółce Sachiko. Ekscentrycznej kobiecie, która wbrew potrzebom córki pojechała za ukochanym do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu szczęścia. Ile jest w tym prawdy, a ile fantazji? A może nie jest to fantazja, tylko próba powrotu do traumatycznych wydarzeń w sposób, który udźwignie nasza psychika?
Etsuko przez wiele lat milczała. Milczała zarówno jeśli chodzi o wyprowadzkę z Japonii, jak i samobójczą śmierć swojej starszej córki. Nie pozwalała Niko zadawać pytań, ukrywała wiele tajemnic. Dopiero perspektywa sprzedaży domu otwiera przed dziewczyną szansę na zadanie tego pytania – „Dlaczego mamo chcesz się stąd wyprowadzić? I co zabierzesz ze sobą z tego domu, a co tutaj zostawisz?”. Przed Etsuko otwiera zaś pierwszą i być może ostatnią szansę zmierzenia się z duchami przeszłości.
Chociaż jedna z płaszczyzn filmu rozgrywa się zaraz po wojnie, zamiast dramatyzmu bije z niej spokój. Może to kwestia japońskiej kultury, a może dystansu, jaki nabiera się po latach. Etsuko w swoich wspomnieniach jest (a raczej chce być) grzeczną, miłą, poprawną kobietą. Cichym obserwatorem bez emocji. Ukryta za maską. To wszystko podkreśla dodatkowo kolorystyka filmu, która pastelowa i ugładzona daje nam poczucie spokoju. Ale ten spokój udało się osiągnąć dopiero po latach, odcinając się od przeszłości. Bo rzeczywistość powojenna musiała być zupełnie inna.
Film zostawia nas z wieloma pytania. O ludzką pamięć, o wracanie do przeszłości, o budowanie wspomnień. O to, co pamiętamy a co chcielibyśmy z naszej pamięci wymazać.



