Książki / powieść

Wczasy dla smutnych dzieci

20 września 2020

Tagi: , , , , ,

"Psy ras drobnych" Olga Hund, Korporacja Ha!art - okładka książki

Olga Hund
„Psy ras drobnych”
Korporacja Ha!art

Debiut lite­rac­ki Olgi Hund to niby bar­dzo krót­ka i pro­sta, oszczęd­na w for­mie powieść. Zale­d­wie 120 stron, z któ­rych część wypeł­nio­na jest tyl­ko do poło­wy. Bar­dziej przy­po­mi­na ona jakieś luź­ne zapi­ski, impre­sje, notat­ki. Zle­pek wspo­mnień i sko­ja­rzeń. A to wszyst­ko mie­ści w sobie bar­dzo trud­ny temat. „Psy ras drob­nych” Olgi Hund zabie­ra­ją nas za drzwi szpi­ta­la psy­chia­trycz­ne­go w Kobie­rzy­nie, do świa­ta gdzie toczy się nie­nor­mal­ne-nor­mal­ne życie. Boha­ter­ka powie­ści sku­pia się przede wszyst­kim na spo­łecz­no­ści szpi­ta­la, na jego miesz­kań­cach (a nawet bar­dziej miesz­kan­kach), ich rela­cjach, zacho­wa­niach i potrze­bach. Dużo mniej na sobie i swo­jej cho­ro­bie. Cho­ciaż nadal jest to powieść bar­dzo subiek­tyw­na, gdzie głów­na boha­ter­ka i nar­ra­tor­ka zara­zem pozwa­la dojść do gło­su swo­im spo­strze­że­niom, emo­cjom, reflek­sjom.

Bóle, smutek i ataki paniki pojawiają się i znikają, nuda zostaje”

Życie w zakła­dzie psy­chia­trycz­nym nie jest pasjo­nu­ją­ce i peł­ne emo­cji. Jest nud­ne. Cho­ler­nie nud­ne. Wypeł­nia­ją je warsz­ta­ty z wydzie­ra­nia kola­żu, w któ­rych nikt nie chce uczest­ni­czyć, oglą­da­nie na świe­tli­cy tele­wi­zji z trze­ma kana­ła­mi do wybo­ru, roz­mo­wy w palar­ni lub sen. Pacjen­ci snu­ją się po kory­ta­rzach i zaglą­da­ją do pokoi w poczu­ciu bez­sen­su, opusz­cze­nia i osa­mot­nie­nia. Tera­pia pro­wa­dzo­na jest bez emo­cji i zaan­ga­żo­wa­nia – lekarz zapy­ta, jak się czu­jesz lub da ci do wypeł­nie­nia nie aktu­ali­zo­wa­ny od 30 lat test na depre­sję. Jak­by nikt nie wie­rzył, że moż­na coś zmie­nić i że pobyt tutaj ma jaki­kol­wiek sens.


Antyarka

Lek­tu­ra „Psów ras drob­nych” była nie­zwy­kle pesy­mi­stycz­na i dołu­ją­ca. Kobie­ty, któ­re tra­fi­ły do szpi­ta­la zosta­ły przez świat czę­sto ska­za­ne na zapo­mnie­nie. Albo uda­je się, że wca­le nie są tam, gdzie są. Nikt ich nie odwie­dza, nikt do nich nie pisze, nikt na nie nie cze­ka. Nie­któ­re wymy­śla­ją sobie otrzy­ma­ne sms‑y, żeby mieć nadzie­ję, że dla kogoś są jed­nak waż­ne. Te kobie­ty, któ­re od cza­su do cza­su wycho­dzą na prze­pust­kę nie tra­fia­ją na wspar­cie bli­skich, nad­ra­bia­ją obo­wiąz­ki domo­we pio­rąc i sprzą­ta­jąc swo­im mężom i z powro­tem wra­ca­ją za drzwi szpi­ta­la.

Szpi­tal jest „anty­ar­ką” zała­do­wa­ną „smut­ny­mi i samot­ny­mi kobie­ta­mi, kobie­ta­mi o fatal­nej kom­bi­na­cji genów, kobie­ta­mi prze­zna­czo­ny­mi do wygi­nię­cia. Anty­ar­ka niko­go nie ratu­je i doni­kąd nie zmie­rza. Ona tyl­ko wypły­wa na sam śro­dek oce­anu, gdzie być może wymrą w nas, jej pasa­żer­kach te wiru­sy świń­skiej melan­cho­lii, co ata­ku­ją dusze, mózgi i ser­ca.

Psy ras drob­nych” nie są auto­bio­gra­fią. Albo raczej nie ma pew­no­ści, czy nią są. Olga Hund to pseu­do­nim arty­stycz­ny stwo­rzo­ny pod boha­ter­kę powie­ści. Sama autor­ka mówi, że cho­dzi­ło jej o to, żeby nikt nie mógł spraw­dzić, czy napraw­dę była w szpi­ta­lu i prze­ży­ła to wszyst­ko. Bo to nie ma zna­cze­nia. Czy­ta­jąc książ­kę czu­łam jakiś wewnętrz­ny dys­kom­fort, jak­bym chcia­ła wmó­wić sobie, że to na pew­no nie jest praw­da, że to nie może tak wyglą­dać. Pole­cam się­gnąć, cho­ciaż nie obie­cu­ję, że będzie łatwo.

0 likes
Close