Arto Paasilinna
„Rok zająca”
Wydawnictwo Książkowe Klimaty
Czasami, gdy nasze życie nie jest takie, jakiego potrzebujemy wystarczy mały impuls, aby rzucić wszystko w cholerę i pojechać – w Bieszczady albo na północ Finlandii. Takim impulsem może być na przykład mały zajączek z mięciutkim futerkiem, którego przez przypadek potrącimy na drodze. To właśnie spotkało Vatanena, bohatera książki Arto Paasilinna „Rok zająca”. Wysiadł z auta zobaczyć, co stało się zwierzęciu i już do niego nie wrócił. Zostawił pracę, żonę, dom, sprzedał łódkę i ruszył przed siebie. Bez celu, bez planu, bez mapy – z garścią pieniędzy, z otwartą głową i z szarakiem w plecaku. Niewiele potrzebował do szczęścia i do życia.
„Rok zająca” to rok totalnej zmiany. Rok przygód, emocji i absurdalnych zbiegów okoliczności. Rok szukania swojego miejsca w świecie zupełnie innym od tego, co się zostawiło w wielkim mieście. Nasz bohater przemierza kraj wzdłuż i wszerz zmagając się z nieprzyjaznymi mu ludźmi, zwierzętami i okolicznościami przyrody. Ale też otwarty na przygodę i nowe znajomości. Na kilkuset stronach książki (która gruba nie jest) dzieje się więcej, niż u niejednej osoby przez całe życie. Może dlatego, że gdy raz porzuciliśmy już swoje stałe miejsce, to nie jest potem trudno zrobić to po raz kolejny i kolejny. To poczucie wolności wyzwala w Vatanenie coś zupełnie nowego. Spokojny wcześniej dziennikarz nagle odkrywa w sobie zew awanturnika. Zając staje się jego nieodłącznym kompanem, powiernikiem i biletem wstępu do zupełnie innej rzeczywistości. Paasilinna serwuje nam opowieść, którą czyta się z ogromnym uśmiechem na twarzy, choć pod płaszczykiem czystego absurdu kryje się coś znacznie głębszego. To ciepła, momentami wręcz terapeutyczna baśń dla dorosłych o tym, jak bardzo jesteśmy zmęczeni pędem, konwenansami i rolami, jakie narzuca nam społeczeństwo.
Fińska prowizorka, surowa, a zarazem piękna natura oraz galeria barwnych, momentami wręcz absurdalnych postaci sprawiają, że od tej lektury trudno się oderwać. Paasilinna pisze z niesamowitą lekkością, humorem i dystansem do świata. Jego proza ma w sobie coś niezwykle oczyszczającego. To taki literacki powiew świeżego, północnego powietrza, który doskonale pozwala oderwać się od rzeczywistości.
„Rok zająca” to idealna lektura na leniwe popołudnie, kiedy czujemy, że świat wokół nas kręci się zbyt szybko. To książka, która przypomina, że czasem warto zatrzymać się, opatrzyć ranę – tę dosłowną lub metaforyczną – i ruszyć ścieżką prowadzącą z dala od utartych szlaków. Polecam ją każdemu, kto szuka w literaturze ukojenia, uśmiechu i odrobiny życiowej mądrości podanej w niezwykle lekkiej formie. Sięgnijcie po nią koniecznie, zwłaszcza jeśli brakuje Wam w życiu odrobiny dzikości!


