Książki / reportaż

Marysia posprząta ze stołu

28 sierpnia 2019

Tagi: , , ,

Joanna Kuciel-Frydryszak
„Służące do wszystkiego”
Wydawnictwo Marginesy

Na począt­ku XX wie­ku w War­sza­wie oko­ło 30% pra­cow­ni­ków sta­no­wi­ła służ­ba, wśród któ­rej 80% to były kobie­ty. Zaraz po I woj­nie świa­to­wej tego typu zaję­ciem trud­ni­ło się 250 tysię­cy osób, a do 1939 roku dwa razy wię­cej. Te dane robią wra­że­nie. W okre­sie mię­dzy­wo­jen­nym nie­mal każ­dy nale­żą­cy do kla­sy śred­niej i wyż­szej posia­dał służ­bę. Te dane robią wra­że­nie. W więk­szo­ści przy­pad­ków były to tzw. słu­żą­ce do wszyst­kie­go, któ­re ogar­nia­ły dom od zaku­pów i goto­wa­nia, bo sprzą­ta­nie i pomoc przy dzie­ciach. Joan­na Kuciel-Fry­dry­szak (któ­rej mia­ła oka­zję posłu­chać pod­czas Big Book Festi­val 2019) posta­no­wi­ła przy­bli­żyć nam histo­rie tysię­cy dziew­czyn, któ­rych czę­sto jedy­nym życiem była praca.

Historie służących bywały różne

Były zatrud­nia­ne za nie­wiel­kie pie­nią­dze po to, aby ogar­niać dom swo­ich pra­co­daw­ców. Sprzą­tać, goto­wać, prać, pra­so­wać, szyć i poda­wać do sto­łu, kie­dy tyl­ko potrze­ba. Nazy­wa­no je Mary­sia­mi, aby nie musieć za każ­dym razem uczyć się nowe­go imienia.

Sytu­acja życio­wa więk­szo­ści słu­żą­cych nie róż­ni­ła się zna­czą­co od nie­wol­nic­twa. To pani domu decy­do­wa­ła czy i kie­dy słu­żą­ca może wyjść, o któ­rej będzie mogła pójść spać lub czy będzie mogła poje­chać do rodzi­ny. Pra­cu­ją­ce kobie­ty nie mia­ły pra­wa gło­su – jaki­kol­wiek sprze­ciw rów­nał się zwol­nie­niu z nega­tyw­nym wpi­sem do ksią­żecz­ki pra­cow­ni­czej, co mogło odbić się na pro­ble­mach ze zna­le­zie­niem sobie pra­cy. Lepiej było po pro­stu grzecz­nie przytakiwać.

Zda­rza­ły się oczy­wi­ście chlub­ne wyjąt­ki. W książ­ce wspo­mnia­ne są nazwi­ska Sien­kie­wi­cza, Gom­bro­wi­cza, Iłła­ko­wi­czów­ny czy Nał­kow­skiej, któ­rzy trak­to­wa­li swo­je słu­żą­ce z sza­cun­kiem i dba­li o nie do koń­ca. W opo­wie­ściach Nie­ste­ty była to zde­cy­do­wa­na mniejszość.

Joanna Kuciel-Frydryszak "Służące do wszystkiego" Wydawnictwo MarginesyHisto­rie słu­żą­cych to tak­że histo­rie samot­no­ści. Wie­le z nich nigdy nie uło­ży­ło sobie życia pry­wat­ne­go. Nie mia­ły cza­su na zawie­ra­nie mał­żeństw, a tak­że posia­da­nie wła­snej rodzi­ny, zwłasz­cza dzie­ci ozna­cza­ło koniec z pra­cą. Cięż­ko w gra­fi­ku słu­żą­cej było wci­snąć sobie cho­ciaż 5 minut dla sie­bie. Jak pani była łaska­wa, to uda­wa­ło się dostać wychod­ne co dru­gą nie­dzie­lę. Na życie towa­rzy­skie nie było przestrzeni.

Słu­żą­ce do wszyst­kie­go” to książ­ka nie­zwy­kle prze­kro­jo­wa. Autor­ka poru­sza bar­dzo wie­le aspek­tów pra­cy słu­żą­cej i uka­zu­je nam, jak zmie­nia­ła się sytu­acja w okre­sie od począt­ku XX wie­ku do lat 50. Skła­da w całość zapi­ski z cza­so­pism, wspo­mnie­nia, frag­men­ty „Porad­ni­ka dla służ­by domo­wej”, a tak­że np. rapor­ty poli­cyj­ne. Nie­ste­ty nie ma moż­li­wo­ści bez­po­śred­nie­go dowie­dze­nia się, co czu­ły boha­ter­ki książ­ki. Czę­sto nie pozna­my ich z imie­nia. Więk­szość z nich była nie­pi­śmien­na, nie zacho­wa­ły się więc żad­ne pamięt­ni­ki czy listy. Dla­te­go w książ­ce dużo wię­cej jest fak­tów niż emo­cji – te dru­gie może­my dopo­wie­dzieć sobie sami.

Każ­dy roz­dział to inny pro­blem, inny aspekt życia. Dowia­du­je­my się, jak szu­ka­ło się pra­cy, jak miesz­ka­ło, jak wyglą­dał typo­wy dzień. Kuciel-Fry­dry­szak zaglą­da do małych poko­ików bez okien i cia­snych kuch­ni, aby odna­leźć jak naj­wię­cej szcze­gó­łów. Dosta­je­my bar­dzo roz­bu­do­wa­ny por­tret słu­żą­cej, kobie­ty, o któ­rej w więk­szo­ści przy­pad­ków zapo­mi­na­no chwi­lę po jej znik­nię­ciu z domu. „Słu­żą­ce do wszyst­kie­go” uczą, cza­sa­mi bawią, ale przede wszyst­kim dają wie­le do myśle­nia na temat rela­cji międzyludzkich.

 

 

0 likes
Close