
Zośka Papużanka
„Solo”
Wydawnictwo Poznańskie
Odkrycie prozy Zośki Papużanki było dla mnie czymś niezwykłym. Poczułam wtedy, że ktoś pisze dokładnie tak, jak chciałabym czytać. Opowiadane historie ubiera w słowa, które łączą się w magiczne zdania, rozdziały. Jest trochę poetycko, a trochę dosadnie. Jest często smutno i refleksyjnie. Zaczęłam od „Kąkola”, aby z radością przejść powolnym krokiem przez wszystkie pozostałe książki autorki. W przypadku swojej najnowszej książki „Solo” Papużanka pokazała, że umie nie tylko pisać, ale też słuchać.
Każda z historii opisanych w „Solo” zdarzyła się naprawdę. Przynajmniej chociaż trochę zdążyła. Została wysłuchana przez autorkę, przemyślana, przerobiona i spisana na nowo. Każda z tych samotności kogoś dotyczy. Pewnie dotyczy wielu osób, bo to nie są historie wyjątkowe. To historie proste, takie, które często są tuż obok. Historie różnych samotności. Tych z wyboru lub tych nie. Samotności po rozstaniu, po śmierci lub takich, które nie wynikają ze straty tylko nigdy nie miały okazji się zmienić. Wśród bohaterek znajdziemy więc rozwódki, które same odeszły lub takie, które mąż zostawił dla innych, znajdziemy takie, które wyjechały za miłością daleko i nie mają komu się pożalić na ignorancję partnera, albo takie, które muszą urządzić „wspólne” mieszkanie, do którego on już nigdy się nie wprowadzi.
To książka o kobietach, ale nie tylko dla kobiet. O próbie poskładania swojego życia w różnych sytuacjach, kiedy jesteśmy same, zdane tylko na siebie. Bez względu na to, czy bohaterki próbują poukładać sobie życie po rozwodzie, czują ulgę po odejściu od przemocowego męża, umawiają się na kolejne randki z których nic nie wychodzi w końcu spędzają i tak noc w pustym łóżku. Autorka wyciąga na światło dzienne te momenty, o których zazwyczaj woli się milczeć, choć są one bliskie wielu kobietom. Pokazuje, że choć nosimy w sobie naturalny blask, siłę i troskę, to trudne przeżycia potrafią ten obraz skutecznie zachwiać. Ta książka jest dowodem na to, że nawet z gruzów bolesnych doświadczeń można zbudować życie po swojemu, korzystając z niezłomnej, kobiecej energii.
Jesteśmy stworzone do radzenia sobie, ale czasem płaczemy w poduszkę
Papużanka nie zawodzi jeśli chodzi o formę. Każdy z rozdziałów jest czymś zupełnie innym, jest napisany w innym stylu, z innego punktu widzenia. Jakby chciała pokazać, że każda historia jest indywidualna, że to osobny byt. Są formy listu, wywiadu czy z punktu widzenia przyjaciółki. Ale chociaż różnią się one formą, to jednak wszystkie łączy spójny nastrój, rytm.
Warto przeczytać tę książkę spokojnie, bez pośpiechu. Za to z refleksją. Pochylić się nad każdym rozdziałem, nad każdą z bohaterek.


