Książki / powieść

Trzy razy o świcie

24 lipca 2020

Tagi: , , ,

Alessandro Baricco
(a może właściwie Jasper Gwyn)
„Trzy razy o świcie”
Wydawnictwo Sonia Draga

Gdy­bym mia­ła wska­zać mój ulu­bio­ny i naj­praw­dziw­szy cytat z książ­ki, to było­by to zda­nie z „Gry w kla­sy” Julio Cor­ta­za­ra mówią­ce, że „Przy­pad­ko­we spo­tka­nie jest czymś naj­mniej przy­pad­ko­wym w naszym życiu”. Bo życie skła­da się z krót­kich, cza­sa­mi prze­lot­nych i przy­pad­ko­wych spo­tkań, któ­re zawsze zosta­wią jakiś ślad, nawet jak nie mamy tego świa­do­mo­ści. I o tym wła­śnie jest nam „Trzy razy o świ­cie” Ales­san­dro Baric­co – o przy­pad­ko­wych spo­tka­niach dwoj­ga ludzi, spo­tka­niach, któ­re mogą zmie­nić nasz świat, cho­ciaż nie zawsze to robią od razu.

Trzy świty, trzy historie, dwoje ludzi

Ona i on – Mary Ho Pear­son i Mal­colm Webster. Spo­ty­ka­ją się trzy­krot­nie, za każ­dym razem po raz pierw­szy i po raz ostat­ni. Za każ­dym razem w innym cza­sie, w innych momen­tach swo­je­go życia. Bo życie każ­de­go z nich jak­by bie­gło w innym tem­pie, w zupeł­nie inny spo­sób. Raz mają tyle samo lat, raz ona jest młod­szą od nie­go dziew­czy­ną, a raz on małym chłop­cem, a ona star­szą kobie­tą. Baric­co tłu­ma­czy, że Mają taką moż­li­wość, ponie­waż żyją w innym Cza­sie, któ­re­go na dar­mo szu­kać w naszej codzien­no­ści. Czas ten wypeł­nia­ją opo­wie­ści, któ­re są ich wiel­kim przy­wi­le­jem. Baric­co żon­glu­je cza­sem. W każ­dej histo­rii obaj boha­te­ro­wie są ci sami, z tą samą indy­wi­du­al­ną histo­rią, cho­ciaż wspól­ną już nie. To zresz­tą bez zna­cze­nia. Zna­cze­nie ma bowiem to, co się dzie­je w nas, a nie dooko­ła nas.

Nocne rozmowy

Spo­ty­ka­ją się wie­czo­rem w hote­lo­wym lob­by. W tym samym hote­lu. Spę­dza­ją ze sobą jed­ną noc, aby o świ­cie rozejść się każ­de w swo­ją stro­nę. Ale to są dłu­gie i inten­syw­ne noce i poran­ki. Noce peł­ne roz­mów, któ­re dają do myśle­nia. Boha­te­rom i czy­tel­ni­ko­wi. Baric­co budu­je swo­ją książ­kę głów­nie z dia­lo­gów. Odda­je głos boha­te­rom, to oni mówią co myślą i czu­ją. Bo naj­wię­cej może­my nauczyć się od dru­gie­go czło­wie­ka.

Cho­ciaż Mery i Mal­colm spę­dza­ją ze sobą tyl­ko krót­kie chwi­le, mamy wra­że­nie, że ich rela­cja sta­je się bar­dzo inten­syw­na.

A o świcie wszystko się zmienia

Dziew­czy­na wsia­da do auto­bu­su i odjeż­dża, poli­cja aresz­tu­je czło­wie­ka lub mło­dy chło­piec tra­fia do nowe­go domu. Każ­dy żyje dalej swo­im życiem. „Trzy razy o świ­cie” to tak­że opo­wieść o tym, co kon­se­kwen­cjach naszych decy­zji. Kie­dy poskła­da­my wszyst­kie ele­men­ty tej ukła­dan­ki w całość, kie­dy odnaj­dzie­my się w tym poplą­ta­nym wąt­ku cza­su i uło­ży­my go po kolei, odkry­je­my wszyst­kie połą­cze­nia przy­czy­no­wo-skut­ko­we powsta­nie obraz życia dwoj­ga ludzi, w któ­rych pozo­sta­ły dra­ma­ty mło­do­ści.

Baric­co wpro­wa­dza do swo­jej książ­ki jesz­cze jed­ne­go waż­ne­go boha­te­ra – Jaspe­ra Gwy­na. Jest on zresz­tą nie tyl­ko boha­te­rem, ale tak­że auto­rem tej książ­ki. Ci, któ­rzy mają za sobą lek­tu­rę „Mr. Gwy­na” pamię­ta­ją, jak Rebe­ca czy­ta­ła na „Trzy razy o świ­cie” pozna­jąc tajem­ni­cę pisa­rza. Gwyn pisał por­tre­ty ludzi zawie­ra­ją­ce się w miej­scach, kra­jo­bra­zach, przed­mio­tach… Czym jest więc w tym auto­por­tre­cie? Hote­lo­wym hal­lem, któ­ry bacz­nie obser­wu­je prze­wi­ja­ją­cych się przez nie­go ludzi?

Ci, co nie czy­ta­li histo­rii Gwy­na mogą spo­koj­nie się­gnąć po „Trzy razy o świ­cie” (cho­ciaż pole­cam czy­tać po kolei), bo książ­ka nie tra­ci bez zna­jo­mo­ści poprzed­niej. Sta­no­wi zupeł­nie nie­za­leż­ną, odręb­ną całość. I bar­dzo daje do myśle­nia o tym, że świat nie zawsze skon­stru­owa­ny jest tak, jak nam się wyda­je. To lek­tu­ra, któ­rą czy­ta się przez jeden wie­czór, a potem myśli o niej przez kolej­ne dzie­sięć.

 

 

0 likes
Close