biografia / Książki

Wanda

11 stycznia 2020

Tagi: , , , , , ,

Anna Kamińska
„Wanda. Opowieść o sile życia i śmierci. Historia Wandy Rutkiewicz”
Wydawnictwo Literackie

Uro­dzi­ła się 4 lute­go 1943 roku. Dokład­nie 43 lata wcze­śniej niż ja. Wie­rzę, że 4 lute­go to dobra data na uro­dzi­ny. Cho­ciaż dale­ko mi cha­rak­te­rem i spo­so­bem życia do tego, jaka była Wan­da Rut­kie­wicz. Anna Kamiń­ska w swo­jej książ­ce budu­je sze­ro­ki por­tret zalet i wad hima­la­ist­ki, poka­zu­je jaka była dla sie­bie samej i w rela­cjach z inny­mi ludź­mi. Przyj­rze­nie się bli­sko temu, jakim Wan­da była czło­wie­kiem poma­ga odpo­wie­dzieć na pyta­nie: dla­cze­go uda­ło jej się osią­gnąć tak wie­le w górach. Kamiń­ska, nie zna­ją­ca wcze­śniej spe­cjal­nie śro­do­wi­ska wspi­nacz­ko­we­go, uczy się wiel­kich gór czy­ta­jąc listy, ana­li­zu­jąc zapi­ski z gazet i roz­ma­wia­jąc z ludź­mi, któ­rzy zna­li Rut­kie­wicz. Dzię­ki temu powsta­je książ­ka o czło­wie­ku, a nie o wspinaczu.

To, kim jeste­śmy jako doro­śli ludzie zale­ży od wie­lu czyn­ni­ków: od cha­rak­te­ru, nasze­go dzie­ciń­stwa, od tego kogo spo­tka­my na swo­jej dro­dze. Anna Kamiń­ska zaczy­na swo­ją opo­wieść dłu­go zanim Wan­da Rut­kie­wicz zdo­bę­dzie swój pierw­szy więk­szy szczyt. Zaglą­da do rodzin­ne­go domu, w któ­rym rodzi­ce prze­ży­wa­ją tra­gicz­ną śmierć syna coraz bar­dziej odda­la­jąc się od sie­bie. Wan­da bar­dzo szyb­ko musia­ła doro­snąć i radzić sobie z pro­ble­ma­mi, z któ­ry­mi nie zawsze radzi­li sobie jej rodzi­ce. Od naj­młod­szych lat życie sta­wia­ło przed nią wyzwa­nia, któ­re uczy­ły ją, że nie nale­ży się poddawać.

Bo czy ktoś, kto od dzie­ciń­stwa wspi­nał się po fra­mu­gach drzwi, po przy­droż­nych latar­niach, po ścia­nach w ruinach mia­sta czy po drze­wach w par­ku, mógł nie zacząć się wspi­nać w koń­cu w górach?

Wan­da nie mia­ła życia poza góra­mi. Spra­wy oso­bi­ste nie ukła­da­ły jej się naj­le­piej, oba mał­żeń­stwa oka­za­ły się nie­uda­ne i krót­kie, nigdy nie zało­ży­ła wła­snej rodzi­ny i nie uro­dzi­ła dzie­ci. Nie pla­no­wa­ła też zawrot­nej karie­ry nauko­wej czy zawo­do­wej. Dla­te­go całą swo­ją ener­gię i cały swój czas mogła wkła­dać we wspi­nacz­kę, w prze­ci­wień­stwie do tych, któ­rzy dzie­li­li swo­je życie pomię­dzy róż­ne role spo­łecz­ne. Ona żyła od wypra­wy do wypra­wy, jej świat skła­dał się z wyjaz­dów w góry i przy­go­to­wań do wyjaz­dów. Chcia­ła być naj­lep­sza. Nie dru­ga, nie pią­ta, ale pierw­sza. Na wypra­wę jecha­ła nie po to, żeby być człon­kiem zespo­łu i wspie­rać innych, ale po to, aby sta­nąć na wierzchołku.

…im mniej mia­ła rado­ści z życia, tym bar­dziej była skłon­na do tego, by ryzy­ko­wać w górach idąc jak naj­wy­żej w stre­fę śmier­ci. Im mrocz­niej na dole, tym więk­sza chęć, by być w górze. Im mniej siły do życia, tym więk­sza chęć, by igrać ze śmiercią.

Przed się­gnię­ciem po książ­kę wie­dzia­łam już spo­ro na temat Wan­dy Rut­kie­wicz. Fak­ty z jej bio­gra­fii nie były dla mnie zasko­cze­niem – zna­łam szczy­ty, któ­re zdo­by­ła, czy­ta­łam inne książ­ki o wspi­nacz­ce, w któ­rych się poja­wia­ła. Mimo wszyst­ko Annie Kamiń­skiej uda­ło się przy­bli­żyć mi jej postać jesz­cze bar­dziej. Po raz kolej­ny (po „Simo­nie”) udo­wod­ni­ła, że potra­fi napi­sać wcią­ga­ją­cą bio­gra­fię. Autor­ka odby­ła wie­le dłu­gich roz­mów z tymi, któ­rzy wspi­na­li się i pra­co­wa­li z Wan­dą, z jej przy­ja­ciół­ki i sąsia­da­mi, dzię­ki cze­mu poka­za­ła, jaka była w rela­cjach z inny­mi. Powstał moc­no nie­jed­no­znacz­ny por­tret kobie­ty, któ­rą jed­ni kocha­li i sza­no­wa­li, inni nie­na­wi­dzi­li i uwa­ża­li za egoistkę.

Jaka była napraw­dę? Książ­ka Kamiń­skiej nie mówi tego jed­no­znacz­nie. Poka­zu­je wie­le twa­rzy Wan­dy Rut­kie­wicz. Każ­dy czy­ta­ją­cy musi (a może wła­ści­wie wca­le nie musi) sam zbu­do­wać sobie osta­tecz­ny obraz z ele­men­tów, któ­re dała nam autorka.

1 likes
Close