Książki / reportaż

Welewetka

24 września 2025

Tagi: , ,

Stasia Budzisz
„Welewetka. Jak znikają Kaszuby”
Wydawnictwo Poznańskie

Sta­sia Budzisz uro­dzi­ła się i wycho­wa­ła na Kaszu­bach. Do pew­ne­go wie­ku nie mówi­ła w ogó­le po Pol­sku. Potem przy­szedł moment, kie­dy zaczę­ła się tego wsty­dzić i cał­ko­wi­cie odcię­ła się od swo­jej kaszub­sko­ści. Zaczę­ła stu­dio­wać filo­lo­gię pol­ską – czyż może być lep­szy kie­ru­nek, żeby uciec ze swo­jej małej ojczy­zny? Chcia­łam być Polką, czy­stą Polką i tyl­ko Polką, ale z tą moją pol­sko­ścią wiecz­nie było coś nie tak. Wsty­dzi­łam się kaszub­skie­go akcen­tu i chłop­skie­go pocho­dze­nia. Wsty­dzi­łam się, że moja rodzi­na nie kul­ty­wu­je praw­dzi­wych pol­skich tra­dy­cji. -napi­sa­ła we wstę­pie. Z cza­sem jed­nak kom­pleks kaszub­sko­ści zaczął zmie­niać się w cie­ka­wość. W potrze­bę zna­le­zie­nia wła­snej toż­sa­mo­ści i histo­rii. W ten spo­sób powsta­ła “Wele­wet­ka. Jak zni­ka­ją Kaszu­by”. Książ­ka nie­zwy­kle oso­bi­sta, peł­na rodzin­nych histo­rii, wła­snych reflek­sji i mądrych roz­mów. Książ­ka, któ­ra dla osób takich jak ja, któ­re o tym regio­nie Pol­ski wie­dzą nie­wie­le może oka­zać się bar­dzo dobrym wstę­pem do jego zrozumienia.

Dosta­je­my w książ­ce Sta­si Budzisz Kaszu­by zarów­no współ­cze­sne, jak i te histo­rycz­ne. Nie da się bowiem mówić o tym regio­nie pomi­ja­jąc ostat­nie kil­ka­dzie­siąt lat burz­li­wej histo­rii. Kil­ka ostat­nich poko­leń to kil­ka róż­nych traum, dra­ma­tów i skom­pli­ko­wa­nych zmian. Kaszu­bi dla każ­de­go byli “ci obcy”. Ci nie­po­trzeb­ni. W cza­sach Cesar­stwa Nie­miec­kie­go czy III Rze­szy zbyt pol­scy, w cza­sach II i III Rzecz­po­spo­li­tej zbyt nie­miec­cy. Oskar­ża­ni o kola­bo­ra­cję, zmu­sza­ni do wstę­po­wa­nia do armii czy pod­pi­sy­wa­nia Volks­li­sty… Trud­ne to wszyst­ko histo­rie, takie, o któ­rych nie­któ­rzy nie chcą opo­wia­dać i któ­re lepiej ukryć pod płasz­czem kłam­stwa. Zro­bić z dziad­ka boha­te­ra bro­nią­ce­go Helu, zamiast żoł­nie­rza hitle­row­skie­go. Sta­sia Budzisz wycią­ga wie­le takich histo­rii na wierzch, roz­ma­wia o spra­wach naj­trud­niej­szych. To książ­ka z jed­nej stro­ny bar­dzo oso­bi­sta, z dru­giej zaś wie­le w tych opo­wie­ściach uni­wer­sal­no­ści, rodzi­na Budzi­szów jest jed­ną z wie­lu, któ­re spo­tka­ły podob­ne losy.

Kaszu­bi sami zresz­tą nie umie­ją odpo­wie­dzieć na pyta­nie, kim wła­ści­wie są. Pola­ka­mi, Niem­ca­mi, czy kimś zupeł­nie innym. A nawet, jak już okre­ślą sie­bie, że są po pro­stu Kaszu­ba­mi to oka­zu­je się, że ta gru­pa wca­le nie jest jed­no­rod­na – mamy dwa sto­wa­rzy­sze­nia, dwie fla­gi, dwa hym­ny. Każ­dy chce cze­goś inne­go. Te kon­flik­ty wewnątrz tak małej gru­py nie sprzy­ja­ją dba­niu o tra­dy­cje i zacho­wa­niu toż­sa­mo­ści. Jak moż­na uczyć języ­ka kaszub­skie­go, jak nawet jego obec­ność w szko­łach jest dla nie­któ­rych dys­ku­syj­na? Zresz­tą Budzisz poka­zu­je nam na koń­cu, że to, co obec­nie uwa­ża­my za kaszub­skie to jedy­nie prza­śny pro­dukt PRLu, skan­sen wymy­ślo­ny w ostat­nich kil­ku­dzie­się­ciu latach. I dale­ko temu do praw­dzi­wej kaszub­sko­ści budo­wa­nej przez wieki.

Na koniec pozo­sta­je pyta­nie – co z tych Kaszub zosta­nie w kolej­nych poko­le­niach? Dom w skan­se­nie posta­wio­ny obok domu do góry noga­mi i Czer­wo­ne­go Kap­tur­ka? Czy może uda się zacho­wać coś więcej.

0 likes
Close